3. Gdańsk Maraton – mój ostatni (póki co) maraton

Tomek Kaszkur, autor bloga Run Around The Lake, nazwał mnie biegaczem przepełnionym ambicją. W tym stwierdzeniu jest dużo racji. Nie jestem osobą, która lubi przegrywać i to nie tylko na biegowej trasie, ale również w każdej innej rywalizacji. Obojętnie, czy jest to gra planszowa, zagadka logiczna, czy piłkarski mecz. Nie podchodzę już do wszystkiego aż tak bardzo ambicjonalnie, wiem kiedy moja drużyna lub ja jesteśmy absolutnie bez szans, ale jeśli tylko mam nadzieję na zwycięstwo, to zrobię wszystko, aby je odnieść.

Podczas biegów nie rywalizuję z innymi biegaczami. Wiem, gdzie kończą się moje granice. Przegrywam, albo wygrywam z samym sobą i swoimi słabościami. Półmaraton w Gdyni, choć okraszony życiówką, jeszcze dzisiaj powoduje u mnie mieszane uczucia. Bo z jednej strony wiem, że zrobiłem wszystko, co mogłem, aby osiągnąć mój cel, którym było złamanie godziny i dwudziestu minut, ale z drugiej wiem, że gdybym odpuścił jeden, czy dwa treningi, to miałbym większe szanse powodzenia. Ale próbuję sobie tłumaczyć, że to był tylko sprawdzian formy, więc ten wynik jest moim sukcesem i moim zwycięstwem.

Inaczej będzie w maratonie. Tu nie będzie wymówek. Będę się liczył tylko ja, ponad czterdzieści dwa kilometry biegu, moja walka i moje słabości. Każdy wynik gorszy od tego, który sobie założę będzie dla mnie rozczarowaniem i pewnie dlatego napiszę, że walczę o 2:55, choć stojąc na starcie będę myślał o złamaniu granicy 2:50. I tu przechodzimy do meritum tego tekstu:

Ostatnie kilka miesięcy poświęciłem na przygotowania do 3. Gdańsk Maratonu. Biegałem więcej, niż wcześniej. Może nie zawsze szybciej, ale mądrzej. I to przyniosło efekt w postaci rekordowego wyniku w Gdyni. Liczę na podobny rezultat podczas trzeciej odsłony biegu organizowanego przez Gdański Ośrodek Sportu. Po cichu myślę o miejscu na podium w kategorii wiekowej, choć patrząc na listę startową, to realnie mam szansę na TOP 6. To będzie mój ostatni maraton w tej kategorii wiekowej… i ostatni na jakiś czas.

Dlaczego piszę o tym już teraz?

Nie chcę, aby wynik z Gdańska miał jakikolwiek wpływ na moją decyzję. Są dwie możliwości:

  • albo pobiegnę tak, jak sobie to wyobrażam, czyli zrobię wynik na miarę swojego potencjału i będę chciał kuć żelazo,
  • albo to spieprzę (chociaż nie biorę tego pod uwagę) i będę chciał się odkuć.

Więc muszę głośno i wyraźnie powiedzieć, że po moim piątym i trzecim gdańskim maratonie odpuszczam ten dystans. Bez względu na rezultat.

A dlaczego chcę „odpuścić”?

Przez ambicję. Maraton to miesiące pracy, ciężkiej pracy. Nie wyobrażam sobie, abym w kolejnym maratonie pobiegł gorzej, niż w poprzednim. Nie potrafiłbym się z tego cieszyć. Nawet jeśli ponownie byłby to wynik poniżej trzech godzin. Tak mam. Wiem, że dla wielu z Was to może być dziwne, ale mnie nie cieszy ukończenie maratonu. Nie cieszyło mnie ukończenie pierwszego maratonu, bo dwanaście kilometrów przeszedłem w kierunku mety. Cieszyłem się z pierwszego maratonu, który przebiegłem od pierwszego do ostatniego kilometra. Cieszyłem się (chociaż to mało powiedziane) ze złamania trzech godzin. Z zeszłorocznego wyniku też się cieszyłem, chociaż już trochę mniej, bo jednak urwałem „tylko” dwie minuty.

Teraz celuję w jeszcze lepszy wynik. A kolejny maraton, już nie ten, który czeka mnie za dwa tygodnie, chciałbym przebiec w tempie gdyńskiej połówki, co oznacza średnie tempo 3:49 min/km i wynik w granicach dwóch godzin i czterdziestu minut (chociaż mogę nigdy nie być na to gotowy).

Na dodatek mam jeszcze do poprawy wyniki na 5 i 10 km. Chciałbym „złamać” 17 i 35 minut na tych dystansach. Nie wiem, czy kiedykolwiek mi się uda. Ale chciałbym spróbować. A na maraton i śrubowanie wyniku przyjdzie jeszcze czas – jak Poranny Biegacz i cała elita M30 przejdzie do kategorii M40 i znowu będę miał realne szanse na podium w kategorii wiekowej 🙂

Foto główne: Artur Podlewski / Maratomania.pl.

6 Comments

  1. Flash pisze:

    No o biegniemy razem, mam dokładnie takie same założenia jeśli chodzi o wynik w nadchodzącym maratonie. Ja dla odmiany obiecuję sobie, że jeśli osiągnę satysfakcjonujący wynik, to kilka tygodni później pobiegnę sobie gdzieś 100 km 🙂

  2. KrzysiekJ pisze:

    W jakim tempie planujesz pierwszą połowę?

  3. KrzysiekJ pisze:

    Tym razem będę się starał pilnowac na 1:27:30.
    Mam nadzieję, że fantazja mnie nie poniesie.

    Kupiłem w końcu zegarek i zamierzam go użyc 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.