30-tka LightBox z Radkiem Dudyczem [trening] – podsumowanie

Jak tylko zobaczyłem, że firma LightBox organizuje trening z Radkiem Dudyczem, postacią kultową wśród trójmiejskich biegaczy, wiedziałem, że to idealny moment na pierwszą trzydziestkę mojej żony. Nie brałem udziału w zajęciach z cyklu „Aktywuj się w maratonie”, gdzie Radek Dudycz przygotowywał grono zawodników do pierwszego i drugiego Gdańsk Maratonu. Ale widziałem jaką te spotkania cieszyły się popularnością. I po wczorajszym treningu wiem dlaczego.

Nie byłoby mnie na tym treningu, gdyby nie moja żona. Chciałem, żeby przebiegła 30 kilometrów. Ze mną byłoby ciężko, pewnie w połowie drogi miałaby dosyć mojego gadania. Ale co innego trening w grupie, tempem dostosowanym do planowanego czasu w maratonie. Ja nieco przy okazji mogłem zrealizować swój trening i wszystko wyszło idealnie. Ale po kolei.

  1. Świetna organizacja. Od początku do końca. Lekka rozgrzewka. Grupa trenerów. Woda i izotonik. Czekolada. Karetka. Posiłek po biegu. Pamiątkowa koszulka. Tak naprawdę to jest aż nadto. I potem biegacze wychodzą z założenia, że jeśli na darmowym treningu dostają tak wiele, to na biegu za 30, 50, czy 80 złotych będzie na nich czekało jeszcze więcej. Ale jeśli firma LightBox zdecydowała się na organizację takiego treningu i z takim rozmachem, to my, biegacze, możemy tylko podziękować. Jestem przekonany, że na wielu biegach nie wygląda to tak profesjonalnie, jak na tym długim wybieganiu.
  2. Pierwsze 30 kilometrów Agnieszki. A nawet 32. I gdy czekałem na nią na „mecie”, zajadając się makaronem, zastanawiałem się, czy spotkają mnie gromy i pierwsze słowa, jakie usłyszę będą brzmiały mniej więcej tak: Na co ja się w ogóle pisze? To wpadła, nawet bez cienia zmęczenia, a po wszystkim powiedziała: Było ekstra. Nawet się specjalnie nie zgrzałam. Wow, duma. Szykuje się debiut lepszy od mojego?! :- )
  3. Moje pierwsze 30 kilometrów przed 3. Gdańsk Maratonem. A nawet 32. Zgadzam się z Radkiem Langnerem, który w komentarzu pod moim zdjęciem napisał: Moim skromnym zdaniem 2,5h biegu na treningu to już dość 🙂. Dlatego niezwykle rzadko biegam 30 kilometrów. Najczęściej w ramach przygotowań robię jeden taki trening. Przed poprzednim maratonem miał on miejsce na pięć tygodni przed startem, teraz podobnie. Nie planuję już podobnego wybiegania, trochę kilometrów i treningów jeszcze przede mną, ale żaden nie skończy się trójką z przodu.
  4. Większość dystansu przebiegłem z Tomkiem Bagrowskim. I nagle na liczniku zrobiło się 27 kilometrów. Nawet nie wiedziałem kiedy. Pogadaliśmy, pośmialiśmy się. No i przypomniało mi się, że, gdy po moim debiucie na królewskim dystansie (3:52:50 w XX Maratonie Solidarności) próbowałem sobie udowodnić, że jestem w stanie przebiec cały dystans bez zderzenia ze ścianą, to bardzo pomógł mi Tomek, który był pacemakerem na czas 3:15 i wtedy przebiegłem w jego grupie 35 kilometrów i ruszyłem przed siebie, osiągając na mecie wtedy wymarzone 3:13:59. Jeśli szukacie partnera treningowego, czy będziecie kiedyś mieli okazję biec z pacemakerem i będzie nim Tomek, to bardzo, bardzo polecam.
  5. Adam, nie wyprzedzaj trenera. Samotne przemierzanie kilometrów ma to do siebie, że nie znasz żadnych reguł (no, może poza: lewa wolna). Wolne tempo na początkowych kilometrach może mi nie przeszkadzało, ale nie było łatwo i musiałem się pilnować. A raczej pilnował mnie Radek, który w pewnym momencie takimi słowami „przywołał mnie do porządku”. Teraz już będę wiedział, jak się zachować.
  6. Pozytywny zastrzyk motywacji. Nie lubię treningów w grupie. Ja ich nie potrzebuję. Ale widzę jak wiele dają – motywują, pozytywnie nastawiają, nakręcają. Robi to fajne wrażenie. Szybsze treningi, interwały, minutówki, czy biegi progowe mogę biegać sam. Ale jeśli będę miał okazję wziąć jeszcze raz udział w tak zorganizowanym długim wybieganiu, to nawet przez moment nie będę się wahał. Jest łatwiej, jest przyjemniej, jest pozytywniej!
  7. I jeszcze raz o organizacji. PETARDA! Wielkie gratulację!

To był naprawdę świetny trening. Czułem mega pozytywne biegowe flow. Myślę, że jakbym miał przebiec jeszcze cztery pięciokilometrowe pętle, to też nie miałbym z tym większych problemów. Takie emocje towarzyszyły chyba większości biegaczy. Widać, jaką charyzmę posiada Radek Dudycz, który służył dobrym słowem i pomocą.

PS. Polar M200 zdał test w lesie, poniżej mapa z treningu, cztery okrążenia na pięciokilometrowej pętli idealnie po tej samej linii, na zbliżeniu widać delikatne odchylenia, ale jednak i tak wygląda to świetnie.

Foto główne: Krzysztof Mystkowski.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.