Coś, bez czego biegać bym nie mógł

To będzie krótki wpis. Nie będzie tu mowy o zdrowiu, formie, czy sprzęcie biegowym. Sprawa jest zdecydowanie prostsza.

Wsparcie. Po prostu. Nie tylko podczas treningów, zawodów, ale również w życiu codziennym. Można powiedzieć, że mamy lepiej, bo biegając we dwójkę łatwiej nam o zrozumienie siebie, ale słowo „kompromis” jest tutaj kluczowe. Nie będę przywoływał konkretnych przykładów, bo każdy żyjący w związku wie, o czym mowa – w tygodniu ciężko o czas dla siebie, a tu weekend – trening, start, sportowe emocje i trzeba wracać do pracy. A to wszystko przez, a może dzięki, wspólnej pasji, która choć miała być chwilowa, to trwa już prawie cztery lata.

I tak uważam się za szczęściarza, że mogę biegać z żoną. Często łatwiej o motywację, bo jedno nakręca drugie do działania. A moim zdaniem bieganie jest egoistyczne. Nawet bardzo. Często liczysz się tylko ty, twój komfort, twoje samopoczucie i twój wolny czas. A w tym wszystkim wypadałoby jeszcze pomyśleć o rodzinie. Dlatego zaimponował mi zwycięzca polskiej edycji Wings for Life 2016, Tomasz Walerowicz, który powiedział, że bieganie nie jest dla niego najważniejsze w życiu. Na pierwszym miejscu umieścił rodzinę, na drugim pracę, a dopiero później bieganie.

Cieszę się, że mam w żonie wsparcie. Inaczej bym nie biegał i nie byłoby tego bloga : )

Mam nadzieję, że wasi partnerzy / partnerki, jeśli nawet nie dzielą z wami pasji, to chociaż są wsparciem w tych łatwiejszych i trudniejszych momentach.

2 Comments

  1. RATL pisze:

    chyba ktoś tutaj zapomniał o rocznicy 😀 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.