Dobra zmiana

Jeśli ktoś się spodziewał, że będzie to tekst o lekkim zabarwieniu politycznym, to muszę go rozczarować. Nie dam się podpuścić, ani słowa o partii nam rządzącej, ani o opozycji, chociaż na pewno byłoby to dość wdzięczne. Ale czy kogoś poglądy polityczne biegowej braci obchodzą? Temat ten najczęściej powoduje rozłam, a bieganie ma łączyć, a nie dzielić. I myślę, że łączy, bo przez te lata biegania poznałem wielu fantastycznych ludzi, których bym nie poznał, gdybym pewnego kwietniowego dnia nie wylądował na zakupach w Decathlonie…

Przejdę więc do rzeczy. Dzisiaj w sieci pojawiły się dwa, mnie interesujące, newsy.

Po pierwsze, zmiana trasy w gdańskim maratonie, do której się odnoszę w tytule. I tak, jak hiszpańska federacja piłkarska uznała, że piłka nożna dla kibiców, przepraszam, dla pieniędzy. I z meczu o Superpuchar zrobiła sobie żarty wysyłając mistrza, wicemistrza i finalistów Pucharu Króla do Arabii Saudyjskiej, organizujac miniturniej, tak Gdański Ośrodek Sportu „wysłuchał” zawodników i uatrakcyjnił całą zabawę. Powtórzę to, co napisałem na FB: „Z psychologicznego punktu widzenia rewelacja! Wbiegnięcia na wiadukt na Zielonej Drodze będzie oznaczało, że „jesteś w domu”, a nie czeka Cię jeszcze pętla po okolicy. Trochę kręcenia na pierwszych dziesięciu kilometrach, ale coś za coś. Gorzej będzie miała pierwsza zmiana sztafety, ale mimo wszystko wygląda to zdecydowanie lepiej z perspektywy maratończyków. Super : )”. Startowałem cztery razy i cztery razy się zastanawiałem, dlaczego prawie już widzę metę, a mam przed sobą jeszcze siedem, cholernie długich, kilometrów. Tak blisko, a zarazem tak daleko… Teraz będzie lepiej. Ostatni podbieg na trasie, który pewnie wielu będzie przeklinało, tym razem będzie niemal zwieńczeniem dzieła. Zostaną dwa kilometry do mety. Na dobrą sprawę kilka, w porywach kilkanaście minut i będzie można odpocząć. W Warszawie z wiosennego maratonu „zrezygnowano”, Wrocław maratończyków wyrzucił gdzieś w psie pole, a w Gdańsku słuchamy, działamy i walczymy o wyższą frekwencje. Strzał w dziesiątkę.

Druga wiadomość bardziej zainteresuje biegowych kotów, a na pewno jednego – Rafała Kota. Na fanpage’u TriCity Trail pojawiło się ogłoszenie:

Biegacze, którzy mają min. 730 punktów ITRA – International Trail Running Association oraz biegaczki, które uzbierały co najmniej 610 punktów ITRA mają możliwość startu w TriCity Trail (na dowolnym dystansie) bezpłatnie.

 Zawodnicy z punktami 700-729 oraz zawodniczki mające na koncie 580-609 punktów mają możliwość skorzystania z 50-procentowego rabatu na opłatę startową.

Podłość ludzka nie zna granic, jak to mówiła Bożena Dykiel. Szybciej biegają, biegają za darmo (albo ze zniżką) i jeszcze zgarniają wszystkie nagrody! Mam nadzieję, że nikt na poważnie tego nie weźmie. A jeśli teraz ktoś sobie pomyślał – oho, Baranowski ma rację! – to proponuję szybką dyszkę wokół bloku i walkę o punkty ITRA. Biegów (nie tylko ultra) cała masa, każdy chce, żeby u niego biegali najlepsi, bo to splendor i oczywiście wyższy poziom zawodów, a o to w tym wszystkim chodzi. Jak ktoś chce wygrywać, to znam kilku specjalistów, którzy wiedzą, gdzie pojechać, żeby zgarnąć puchar – zresztą, wystarczy trochę posiedzieć, poszukać i można znaleźć taki bieg, na którym „łatwiej” stanąć na podium. A fajnie pościgać się z nalepszymi. Rafała Kota na ostatnim TCT widziałem chyba tylko na starcie, a jak ja dobiegłem na metę, to był już pewnie wykąpany, przebrany i najedzony, ale jak przegrywać, to z najlepszymi. Zresztą, jak wygrywać, to też z najlepszymi, a co! Mam nadzieję, że ten ukłon ze strony organizatorów w kierunku elity przyciągnie na start kilku mocnych zawodników i na TriCity Trailu będzie z kim się pościgać. A mi punktów ITRA brakuje, 655 na moim koncie, więc nie mogę powiedzieć, że darmowy bieg przeszedł mi koło nosa ; -)

To by było na tyle. Jeszcze dorzucę info, że muszę uważać z siłownią, bo po ostatnich przysiadach trochę kolano się odezwało i lepiej dmuchać na zimne. Na szczęście przy bieganiu dyskomfortu nie czuję, więc nie odpuszczam i lecę dalej. Póki co o Gdańsk Maratonie i TriCity Trailu nie myślę. Ciekawe, czy ktoś w komentarzu mnie zapyta, czy biegnę w Gdańsku? Niech to będzie test, dla tych, którzy tylko udają, że czytają. Nie zapisałem się (jeszcze), ale o tym myślę. Ahoj!

2 Comments

  1. Tomasz Brownie pisze:

    A ja się zapisałem już w na samym początku, maraton w dniu urodzin, tego jeszcze nie miałem, zapraszam na imprezę 😀 aczkolwiek nie podzielam zachwytu nad nową trasą, starą miałem już rozpracowaną 🙂 nie mniej to nadal ten sam dystans, więc trzeba biegać a nie płakać 🙂

    • Adam pisze:

      @Tomek – pewnie pobiegnę, tutaj mogę to napisać, bo tutaj pewnie nikt nie przeczyta 🙂 Na 99% jestem zdecydowany. Hehe, Agnieszka ma akurat dwa dni wcześniej urodziny… A Hitler dzień później.
      Właściwie to status quo mamy. To co było na końcu będzie na początku – profil w zasadzie ten sam – tyle, że jakoś tak psychicznie lepiej. Ale tak jak mówisz – dystans ten, więc trzeba biegać! Zdrówka!

Pozostaw odpowiedź Adam Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.