Dobry moment

Najlepszym lekiem na zmęczenie, nadmiar pracy, nadmiar spraw i niechęć do wszystkiego stało się bieganie. Czasami to zgubna droga, bo nawarstwienie zmęczenia biegowego z niedoborem snu to najprostsza metoda, żeby treningową przyjemność zastąpił mus i chorobliwy wręcz pęd do autodestrukcji. Ale właśnie u mnie pojawiło się coś zupełnie odwrotnego – dużo spraw na głowie, dużo pracy, a biegowe flow daje mi ukojenie i robię wszystko, aby pogodzić trening z troskami dnia codziennego.

Jakiś czas temu miałem problemy ze snem. Kładłem się totalnie zmęczony, nie mogłem zasnąć, budziłem się jeszcze bardziej zmęczony, szedłem biegać, byłem totalnie zmęczony i tak przez niemal cały tydzień. Wtedy znalazłem lekarstwo na bezsenność. Melisa plus dźwięki deszczu ustawione tuż nad głową. Po trzech takich seansach wszystko wróciło do normy, a bieganie znowu stało się przyjemnością, więc jak już stało się przyjemnością to się zapisałem na V Bieg do Źródeł, a jak się zapisałem, to ruszyłem dupsko, bo byłoby miło jednak coś zaprezentować.

I ten kończący się właśnie tydzień w końcu wyglądał tak, jak powinien wyglądać. Po pierwsze po maratonie wróciłem do „starych” nawyków, czyli w tygodniu nie biegam pod dwadzieścia kilometrów, tylko kończę mając w nogach dyszkę, ewentualnie z małym okładem. Na wtorek i środę planowałem mocniejsze bieganie. Wyszło dziesięć kilometrów w 4’06” i kolejnego dnia sześć tysięcy metrów poniżej 3’40” (3 + 3 x 1). W czwartek zostawiłem samochód u mechanika i wróciłem do domu biegiem (12 km) i średnia wyniosło niewiele ponad 4’20”. Wolny piątek pozwolił mi wypocząć. W sobotę żona mnie zabrała na godzinny trening, a w niedzielę robotę zrobiła wizyta w otomińskim lesie i ponad dwadzieścia kilometrów na liczniku. Po wszystkim czuję się jak Gareth Bale po finale Ligi Mistrzów. Balans odnaleziony, wszystko na swoim miejscu.

Tylko zastanawiam się, czy jechać pierwszego lipca do Kretowin na Bieg o Kryształową Perłę Jeziora Narie (33 km), czy może tydzień później pojawić się na starcie Tricity Trail (47 km) i zaliczyć swoje pierwsze ultra w życiu. Czuję się na tyle świetnie na leśnej ścieżce, że ta druga myśl wydaję mi się na obecną chwilę bardziej realna, ale kompletnie nie wiem, czego się spodziewać po biegu na takim dystansie i to w terenie. No i pytanie numer dwa, czy ja się nie zgubię? Każdy kto ze mną biegał w lesie wie, że orientacja w terenie nie jest moim największym atutem.

6 Comments

  1. Tomasz napisał(a):

    ten bieg ultra to chyba nie będzie bieg na orientację?
    ja wstępnie nastawiam się na Kretowiny 🙂

    • Adam napisał(a):

      Na orientację nie, ale znając mnie, to może się tak skończyć… :- )
      A na Kretowiny to się chyba mocna ekipa z Gdańska kroi, tylko nie wiem, czy ktoś poza Tobą będzie jechał rowerem 🙂

  2. Tomasz K. napisał(a):

    Hej,
    Zedytuj proszę to zdanie o Tricity Ultra. Ten bieg to było 80 km dookoła Trójmiasta, który miałem ogromną przyjemność współorganizować, http://www.tricityultra.pl/. Bieg o którym piszesz, to Tricity Trail, który powstał później i trochę niefortunnie ma podobną nazwę.

    • Adam napisał(a):

      Panie Tomaszu, zrobione! Może czas reaktywować Tricity Ultra…?

      • Tomasz K. napisał(a):

        Umówmy się może tak. Ja pobiegnę w niedzielę rano 20-30 km z Twoją ekipą jak moje tempo przelotowe osiągnie wartość 5:15 (brakuje mi około 15 sekund na chwile obecną). A Ty pobiegniesz Tricity Ultra jak się reaktywuje, 80 km w tempie 7,5-8 min/km 😀

        • Adam napisał(a):

          Deal! A nawet jeśli nie Tricity Ultra, to chciałbym kiedyś z Wami na wycieczkę się udać – na 40 czy 50 km, w takim tempie, czy wolniejszym, czy szybszym. Ale tak żeby było miło i przyjemnie ; )

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.