High school!

Ostatnio najtrudniejszym zadaniem podczas pisania posta nie jest znalezienie tematyki, ale tytułu. Ile razy się głowię, jak was zainteresować, ale też żeby nie był to clickbait. Więc dzisiaj padło na „high school”, czemu? Bo czuję się trochę jak w szkole średniej, gdy po raz pierwszy miałem styczność z „Prison Breakiem” i pochłaniałem odcinek za odcinkiem z przerwą na szkołę i treningi piłkarskie. Teraz mam podobnie z „Domem z Papieru”, z tą różnicą, że szkołę zastąpiła pracę, a biegam już bez piłki. No i mam żonę. I psa. I nie jestem przed dwudziestką, tylko po trzydziestce. Się pozmieniało.

W szkole średniej też biegałem. W sumie to trochę za dużo powiedziane. Reprezentowałem moją szkołę po prostu w czym się dało, a w bieganiu też się dało. Nawet raz zająłem drugie miejsce w eliminacjach do mistrzostw Gdańska (chyba), ale w nich nie poszło mi już tak dobrze (wybaczcie, wyników nie mogę znaleźć, ale jakby ktoś wiedział, gdzie szukać, to proszę o info). Innym razem, jeszcze w szkole podstawowej, prowadziłem w biegu drużynowym i pomyliłem trasę, na szczęście za mną pobiegli wszyscy i skończyło się na tym, że trzeba było powtórzyć zmagania, a że biegłem na dziewiątej zmianie, to tylko jeden kolega nie musiał biec dwa razy. Tak to już bywa : )

Lubię rzeczy logiczne. Lubię się opierać na cyfrach.

  • od 3 kwietnia wprowadzono tymczasowy zakaz wstępu do lasów i zamknięto Parki Narodowe. Jako, że nie mogę znaleźć kiedy to zostało wprowadzone, to wezmę pod uwagę dane z 2 kwietnia. Mieliśmy wtedy 2 946 zakażonych i 57 zmarłych.
  • od poniedziałku zniesiono ten zakaz. Było ponad 9 tysięcy przypadków koronawirusa i prawie 400 osób zmarło.

Gdzie tu logika?

Uważam, że otwarcie lasów jest jednak dobrą decyzją. Głupią decyzją było ich zamknięcie. Koniec i kropka.

Wie ktoś, czy w poniedziałek było jakieś uroczyste otwarcie z przecinaniem wstęgi i święceniem ziemi, która przez siedemnaście dni była śmiertelnym zagrożeniem?

Zupełnie poważnie. Obijałem się w zeszłym tygodniu. Sześć treningów, cztery biegowe i dwa siłowe, co dało 61,53 kilometrów, a najszybszy z nich w zawrotnym tempie 4’30”. Ha! I kto mówi, że zawsze biegam szybko niech teraz rzuci kamieniem! Miała być regeneracja, to była. I dobrze mi to zrobiło. Żeby nie było, że jestem samolubem to podrzucam fajny teren do biegania. Przynajmniej w niedzielę rano był fajny i całkiem pusty. Myślę, że jak ktoś ma blisko, to po szóstej rano jest to idealne miejsce, żeby pobiegać w miłych okolicznościach przyrody. Kilka kilometrów bez świateł i pasów i to w środku miasta. Polecam serdecznie. Ale tuż obok jest siedziba Straży Miejskiej, więc buff lub maseczka mogą się przydać.

Jeszcze „raport krokowy”: jeśli w poniedziałek zrobiłem 8 147 kroków, to mam zrobioną swoją normę. Trochę spacerowałem, ale czy aż tak dużo? Przy odrobinie szczęścia mi się udało, a jeśli nie, to… oznacza, że regeneracja weszła pełną parą! : )

***

W tym tygodniu wracam na „normalne” tory, cel minimum to 80 kilometrów i eksploracja okolicznych leśnych ścieżek. A w ramach relaksu dwa odcinki „The Last Dance”.

Zdrówka!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.