III Bieg do Źródeł – relacja

Fot. Agata Masiulaniec, BiegowySwiat.pl

Rewelacja. To jedno słowo opisuje wczorajszy bieg w gdańskim Jelitkowie. Piękna pogoda, organizacja na wysokim poziomie, malownicza trasa, mocna stawka i w końcu szczęśliwy finał nie tylko rywalizacji, ale również całego pikniku, towarzyszącego biegowej imprezie.

Start biegu głównego był zaplanowany na godzinę 12:00. Już sześćdziesiąt minut wcześniej pojawiliśmy się z żoną w parku Jelitkowskim, aby spokojnie odebrać pakiety, przebrać się i mieć jeszcze czas na rozgrzewkę. Czas płynął powoli, mi się lekko dłużyło, chciałem już stanąć na linii startu i się ścigać. Nie miałem wielkich nadziei. Planem było rozmienienie czterdziestu minut. Agnieszka planu nie miała – albo przynajmniej o nim nie wspominała. O 11:50 zostawiłem ją w drugiej strefie startowej i sam ruszyłem do pierwszej, gdzie czekali na mnie faworyci tej konkurencji.

Zacząłem spokojnie, tak mi się wydawało, ale co innego wskazał zegarek, bo wynik 3:49 po pierwszym kilometrze, to przy ponad dwudziestu stopniach (szczęśliwie na czas biegu zaszło słońce), było jednak delikatnie za szybko. Na kolejnych trzech tysiącach zwalniałem: 3:51, 3:57 i 4:02 min/km. Zawodnicy przede mną trochę mi uciekli, ale nie na tyle, żebym ich nie widział. Dobrze się czułem, więc zacząłem przyspieszać po przekroczeniu wskaźnika oznaczającego czwarty kilometr, choć już wiedziałem, że trasa jest niedomierzona i nie będzie mi dane przebiec pełnej dyszki. Dużym wsparciem były rozmieszczone na trasie miski z wodą i gąbkami, można było szybko schłodzić mięśnie i jeszcze podkręcić tempo.

Ostatnia prosta : ) Fot. Michał Walczewski. MaratonyPolskie.pl

Ostatnia prosta : ) Fot. Michał Walczewski. MaratonyPolskie.pl

Po pokonaniu połowy dystansu wiedziałem, że jest dobrze i utrzymywałem mocne tempo, minąłem kilku rywali, trzech, czterech, a może nawet pięciu. Ostatnim z nich był mój bezpośredni przeciwnik w rywalizacji wiekowej, który sam mnie zachęcał okrzykami bym cisnął, na jego nieszczęście posłuchałem i na ostatnim kilometrze dość sporo udało mi się nad nim zyskać. W ogóle ostatni tysiąc metrów był w moim wykonaniu bardzo mocny, bo udało się pokonać go w czasie 3:31, co przy tych warunkach można uznać za bardzo dobry prognostyk. Na metę wpadłem tuż po upływie 37 minut. Odebrałem medal, sporo wlałem w siebie wody i poleciałem do mamy, która nam kibicowała z naszym psiakiem, wypatrywać Agnieszki.

Poszło jej szybciej niż się spodziewałem. Na metę wpadła po 43:58! Gdyby trasa była wymierzona, to spokojnie ustanowiłaby swoją nową życiówkę na 10 km. I to na tak krętej trasie o zmiennym podłożu i w tak niekorzystnych warunkach. Wydaję mi się, że już za dwa tygodnie w Gdyni wynik w okolicy 45 minut może paść jej łupem (nie napiszę, że poniżej tego czasu, bo będzie mówić, że wywieram na niej presję).

Po biegu jak to biegu, porozmawialiśmy chwilę o trasie, o rywalach i ogólnych odczuciach. Poczekaliśmy na wyniki końcowe i wyszło tak:

  • Agnieszka: czas 43:58, 11. wśród kobiet, 4. w kategorii K20,

  • Adam: czas 37:06, 18. OPEN, 3. w kategorii M20.

Wręczenie nagród miało być o 14:30, więc mieliśmy sporo czasu, a wciąż nie mogliśmy ukoić pragnienia. Decyzja była prosta – idziemy na piwko. I całe szczęście, że zostaliśmy, bo nie dość, że po raz drugi w życiu mogłem stanąć na podium, to na dodatek poszczęściło mi się podczas losowania nagród. Zgarnąłem „wisienkę na torcie”, czyli kamerę GoPro Hero. Zapowiada się, że kolejne biegi będę kręcił : )

Jeśli planujecie jakieś starty w Trójmieście, to powinniście te zawody wrzucić na swoją listę biegów, w których zdecydowanie musicie wystartować. Organizatorzy po raz kolejny spisali się świetnie – zapewniając biegaczom absolutnie wszystko, co jest potrzebne. Wspomnę jeszcze o bardzo stylowej koszulce w pakiecie i jednym z większych i ładniejszych medali, jakie mamy w swojej kolekcji.

Naszą kolejną, wspólną imprezą będzie Nocny Bieg Świętojański w Gdyni. Atestowana dyszka w środku nocy o północy – zapowiada się szybkie bieganie, więc będzie można powalczyć o personal best. Mamy jeszcze dwa tygodnie, aby się przygotować do realizacji życiówkowych planów.

PS. Dzisiaj planowałem spokojną dyszkę. A byłem tak po wczorajszych wydarzeniach nakręcony, że wyszło mi 10 km w tempie 4:22 min/km i nawet nie czuję się zmęczony.

Zdjęcie główne pochodzi ze strony BiegowySwiat.pl i jest autorstwa Agaty Masiulaniec.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.