IV Bieg Piotr i Paweł – relacja

Trzy miesiące minęły od mojego ostatniego ścigania z prawdziwego zdarzenia. W IV Biegu do Źródeł byłem świeżo po przerwie spowodowanej bólem ścięgna Achillesa, ale mimo wszystko udało mi się nabiegać bardzo dobry czas. Dlatego teraz liczyłem na dużo więcej, a że moim celem jest bieganie dyszki poniżej 37 minut minut, to interesowało mnie średnie tempo poniżej 3:42 min/km. Co z tego wyszło? Zapraszam na relację!

Pakiety odebraliśmy na dobrą godzinę przed biegiem, ale z racji tego, że pogoda była mało komfortowa, to wróciliśmy do samochodu i przez kolejne pół godziny słuchaliśmy muzyki. Tuż przed ruszeniem na rozgrzewkę poleciał soundtrack z Creeda, więc w bojowym nastroju udaliśmy się na linię startu. Rozgrzewałem się krótko, raptem dziesięć minut, ale wystarczyło. Nie przeszkadzało mi nawet kilkuminutowe opóźnienie na starcie. Byłem spokojny, w zasadzie zrelaksowany i jedyne o czym myślałem, to aby nie ruszyć za szybko. Udało mi się. Ba, pierwszy kilometr pobiegłem niemal tak samo, jak podczas IV Biegu do Źródeł. A to dobrze wróżyło. Pierwszą piątkę „zrobiłem” w 18:13, kolejne kilometry w 3:38, 38, 37, 37 i 42. Serce już wtedy biło 180 razy na minutę. Ale było bardzo dobrze. I to mimo potężnej ulewy, która spotkała nas w zasadzie tuż po starcie.

Po raz kolejny biegłem z Arkiem Kucharczykiem. Czasami kilka metrów przed, czasami kilka metrów za nim. Ale to był dla mnie potężny bodziec, żeby trzymać tempo i się nie poddawać. Wspólny bieg z Arkiem to chyba najlepsze, co mnie mogło spotkać, bo mimo iż pogoda sprzyjała szybkiemu bieganiu, to trasa już niekoniecznie, szczególnie w Parku Reagana, gdzie było bardzo dużo błota i przed każdym zakrętem trzeba było solidnie redukować prędkość, aby nie zapoznać się z nawierzchnią. Nakręcaliśmy się, może nie przyspieszaliśmy, ale trzymaliśmy tempo w okolicy 3:40 min/km. A ja w głowie miałem jeszcze czerwcowy finisz, gdzie Arek na ostatnich metrach zmiażdżył mnie i finiszował kilka metrów przede mną. Teraz chciałem się odegrać, ale oczywiście celem numer jeden był dobry wynik!

Z Arkiem, w tym roku nasz bilans wynosi 1:1 : )

Razem wbiegliśmy jeszcze na plażę, przed nami było ostatnie 150 metrów. A na domiar złego od dwóch kilometrów biegłem z rozwiązanym sznurowadłem, które musiało puścić pod wpływem wody i błota. Ale nie było opcji, żebym się zatrzymał. Na plaży wrzuciłem szósty bieg i tym razem to ja okazałem się lepszy o te kilka sekund! Ba, ukończyłem bieg w pierwszej dziesiątce. Dokładnie na 10. miejscu, ale najważniejsze dla mnie było to, że w chwili, gdy wbiegałem na metę zegarek wskazywał 36 minut i 22 sekundy! Wow! O tym myślałem od ponad roku. I nie jest ważne, że trasa nie miała atestu i 100 metrów zabrakło do pełnej dyszki. Wiem, że na asfalcie, w miarę znośnych warunkach, jestem w stanie pokonać dystans dziesięciu kilometrów poniżej 37 minut.

Po raz kolejny zamieniłem się miejscami w kategorii wiekowej z Łukaszem Stacherskim. Szczęśliwie ja okazałem się lepszy i stanąłem na trzecim miejscu podium. Może na kolejnym biegu uda nam się razem skończyć rywalizację w pierwszej trójce, bo póki co między sobą walczymy o to miejsce na najniższym stopniu podium.

Gdańsk na Hawajach, czy tam Hawaje w Gdańsku ; )

Do domu wróciliśmy jednak nie z jednym, a z dwoma pucharami. Agnieszka wśród kobiet była szósta, ale dało jej to pierwszej miejsce w kategorii wiekowej i to mimo iż tym razem nie była zadowolona ze swojego biegu. Ale jak to powiedziała po wszystkim: Trudno, żeby było dobrze, jak się pierwszy kilometr biega w 4:03.

  • Agnieszka: czas 00:44:19, 6. wśród kobiet, 1. w kategorii K20,

  • Adam: czas 00:36:22, 10. OPEN, 3. w kategorii M20.

Nie mogę napisać, że dawno nie byłem tak zadowolony ze swojego występu, bo właściwie każdy tegoroczny start kończę pełen radości i za każdym razem pokonuję jakąś barierę. Teraz było podobnie. Nie spodziewałem się, że pójdzie mi aż tak dobrze! Ale mam nadzieję, że to jest tylko preludium do jeszcze szybszego biegania i jeszcze w tym roku będę mógł cieszyć się z nowego rekordu życiowego na dziesięć kilometrów.

Organizacyjnie oceniam bieg dobrze. Bogaty pakiet startowy, tak samo jak i wyprawka dla finiszerów. Minusem było zamieszanie, które powstało podczas próby uzyskania wyników, bo nikt nic nie wiedział, a smsy sugerowały, że możemy iść do domu… Ale po odświeżeniu strony z wynikami okazało się, że warto poczekać : )

1 Comment

  1. Flash pisze:

    Na pierwszy kilometrze można czasem poświrować 😉 … byle w porę się opanować 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.