Mój wiosenny maraton – 2. PZU Gdańsk Maraton

Fot. Alicja Niemiec

Miesiące przygotowań, aby tego jednego dnia być w optymalnej formie i powalczyć o kolejny rekord życiowy, po raz kolejny uporać się z magiczną granicą trzech godzin. Zanim zdecydowałem się na start w Gdańsku, to miałem w głowie różne scenariusze. Może Łódź, może Warszawa, może Wings for Life, a może jakiś start zagraniczny. Nic do końca mnie nie przekonało z różnych względów – a to termin, a to kwestie finansowe, a to sama impreza. Na dodatek start w rodzinnej miejscowości, szczególnie na dystansie maratońskim, jest naprawdę sporym przeżyciem i wyzwaniem.

Spróbowałem opisać wszystkie powody, dla których decyduję się na Gdańsk. Jedyną przyczyną nie jest przecież to, że tutaj mieszkam, żyję i trenuję. Wyszła mi z tego całkiem spora lista i oto osiem powodów, dla których zdecydowałem się na 2. PZU Gdańsk Maraton:

  • Stabilizacja. Pod każdym względem. Noc przed startem spędzam w swoim łóżku, kładę się o normalnej godzinie i nie mam problemów z zaśnięciem. Jem, na co mam ochotę – mogę sobie przygotować makaron, zjeść domowe śniadanie i nie muszę się martwić, czy coś mi zaszkodzi na trasie. Tego komfortu nie masz nocując poza domem, ale oczywiście nie musi być to powód, z którego zrezygnujesz z przyjazdu nad morze i start w tym świetnym biegu. Nie muszę specjalnie martwić się o odbiór pakietu, spokojnie mogę zwiedzić expo, bo w domu mogę zadbać o odpowiednią regenerację przed startem.
  • Wsparcie. Najwierniejszym moim fanem jest zdecydowanie moja żona. Jeśli nie biegnie, to wspiera mnie na trasie, albo czeka na mecie. Nie muszę brać żadnych żeli, czy innego dodatkowego obciążenia, bo na pewno skończy się jak zawsze – wydrukuję mapę, naniosę na nią punkty, w których się spotkamy o określonej godzinie i otrzymam żel, nadprogramową wodę i masę motywacji.
  • Kibice.  Startując w Gdańsku jest wielce prawdopodobne, że spotkam kogoś znajomego, kto krzyknie dobre słowo (szybciej, szybciej!) i moje imię. I to nie dlatego, że je odczytał z numeru startowego. To też daje kopa i zmusza do większego wysiłku. I kiedy już wydaje Ci się, że nie masz sił, to jeden uśmiech znajomego (nieznajomego też), kogoś kto wierzy w Twój wynik, może spowodować, że ból chociaż na chwilę minie.
  • Trasa. Jeśli będę chciał mogę cały odcinek przebiec wcześniej i poznać każdy aspekt trasy. A nawet bez tego wiem, gdzie jest wzniesienie, gdzie zbieg, gdzie lepiej zwolnić, a gdzie przyspieszyć. Nie muszę też zwiedzać w trakcie biegu i się niepotrzebnie rozpraszać. Na dodatek organizatorzy zafundowali trasę, która sprzyja dobrym wynikom i dają możliwości przebiegnięcia przez murawę Energa Areny – to było dla mnie wyjątkowe uczucie. Wiem, że w tym roku mogę być jeszcze szybszy.

    1. PZU Gdańsk Maraton. Tuż po finiszu. Wyglądam całkiem nieźle : )

    1. PZU Gdańsk Maraton. Tuż po finiszu. Wyglądam całkiem nieźle : )

  • Termin. 15 maja. Do startu jeszcze ponad siedem tygodni, a mi brakuje w nogach kilometrów. Szczególnie biegów z narastającą prędkością na dystansie dwudziestu lub więcej kilometrów. Brakuję mi też interwałów na dłuższych dystansach. Przed półmaratonem głównie trenowałem powtórzenia 100, albo 200 metrowe. Teraz mam zamiar wydłużyć to do kilometra, dwóch, a nawet pięciu. Na dodatek po starcie w gdyńskim półmaratonie czuję chwilowy spadek formy i w tym tygodniu pewnie już nie zbiorę się na żaden mocniejszy akcent. Ten tydzień przeznaczam na regenerację – kolejne siedem, to będzie już mocna praca.
  • Szanse na dobre miejsce. Gdybym biegł w Warszawie, to wynik 2:55 nie dałby mi pewnie miejsca nawet w pierwszej setce. Liczę, że w Gdańsku uda mi się zmieścić w TOP30. Najlepiej byłoby, gdybym pobił wynik z Torunia – 27. miejsce.
  • Druga edycja, drugi start. Zawsze chciałem mieć bieg, w którym będę startował od pierwszej edycji. W zeszłym roku startowałem, w tym też, więc może to jest właśnie ten bieg, z którym zwiążę się na lata. Zeszłoroczna organizacja, od samego pakietu, przez zabezpieczenie trasy i zapewnienie biegaczom dużych ilości wody i izotoników, aż po metę była na bardzo, bardzo wysokim poziomie.
  • Najbrzydszy medal świata. I to piszę bardzo poważnie. To będzie okropna nagroda za taki wysiłek. Niby nie biega się dla medali, ale jak nie mam szans na podium, to chociaż chciałbym medal, który w jakiś sposób wynagrodzi moje cierpienie i walkę. A tymczasem otrzymam kawałek blaszki, który raczej chwały organizatorom nie przyniesie. Ale jeśli, to będzie jedyny minus tej imprezy, to jestem w stanie to przeżyć!

Więc zapraszam wszystkich niezdecydowanych, by pobiegli razem ze mną. Trasa w Gdańsku jest naprawdę szybka. W zeszłym roku we znaki dał się wszystkim wiatr, momentami bardzo porywisty, ale trzeba sobie umieć też z tym poradzić. Jeśli będziecie ciężko trenowali, to nawet to nie przeszkodzi Wam w uzyskaniu dobrego wyniku.

Ja celuję w czas poniżej 2 godzin i 55 minut. Czy to jest realne? Wszystko zależy tylko i wyłącznie ode mnie.

2 Comments

  1. Jarosław Wawer pisze:

    Sukcesów Adam. Twój wynik robi wrażenie

  2. Adam pisze:

    Jarek – dzięki bardzo! Liczę, że będzie lepiej, albo chociaż nie będzie gorzej : ) Trzymaj się!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.