Nie ma atestu, nie ma życiówek, czyli podsumowanie Q3 2017

Za nami najmilsze trzy miesiące tego roku. Miesiące, w których poranny trening można było odbyć w krótkich spodenkach, krótkiej koszulce, a po wszystkim zarzucić na siebie bluzę (albo i nie) i wyjść na spacer z psem. Miesiące, w których na trening można było ubrać się w trzy minuty i w trzy minuty człowiek nabierał chęci do życia, widząc słońce wysoko nad sobą. A przed nami… no wiadomo, jesień. Ale nim na dobre przyzwyczaicie się do bluz, kurtek, czapek, rękawiczek i innych szali, to możecie przeczytać letnie podsumowanie moich zmagań.

TRENING

Głodny sukcesów, a raczej ciężkich treningów i systematycznej pracy, wziąłem się ostro do roboty od początku lipca. Nie brakowało mi chęci, nie czułem zmęczenia, miałem aż nadto sił, aby solidnie przepracować kolejne tygodnie, które pozwolą mi wejść w jesienne starty z pełną mocą. Po kontuzji, z którą walczyłem w maju, nie ma już śladu. A czternaście dni, które przez nią „straciłem” pozytywnie na mnie wpłynęły. Przed rokiem, w podsumowaniu trzeciego kwartału 2016 roku napisałem: W ostatnim kwartale czeka mnie tak naprawdę tylko jeden bieg – Półmaraton Gdańsk (16 października). Potem czas na 3-tygodniowe roztrenowanie! W końcu. Już jestem zmęczony tym sezonem i mam zamiar porządnie odpocząć i naładować baterie. A gdy już będę spragniony biegania, to wrócę i rozpocznę przygotowania do maratonu w Gdańsku oraz zaplanuję sobie, chociaż częściowo, sezon 2017.

A teraz jest wręcz przeciwnie! Czuję się jakbym dopiero zaczął sezon startowy i mam chęć na więcej i więcej. Nie czuję zmęczenia, nie czuję przesytu. Może to też przez to, że we wrześniu jednak bieganie zeszło u mnie na dalszy plan i zrobiłem „tylko” 159 kilometrów. Ale mimo tej mniejszej objętości (a może właśnie dzięki niej) osiągnąłem przedstartowy luz i z podejścia „nic nie muszę, wszystko mogę” zrobiłem kilka przyzwoitych wyników.

We wrześniu za to nie było półśrodków. Albo biegałem zawody lub drugi zakres, albo bardzo spokojne, luźne biegi, w których tętno wynosiło około 130 uderzeń serca na minutę. To na dłuższą metę może się okazać w moim bieganiu skuteczniejszą metodą treningową, niż katowanie powtórzeń na krótszych odcinkach takich, jak 400, 600, czy 1 200 metrów.

36 z przodu. Nie było lekko. Fot. Dorota Świderska.

36 z przodu. Nie było lekko. Fot. Dorota Świderska.

Dodatkowo kilka dni spędziłem w górach niemal zapominając o bieganiu. Sporo jeździłem na rowerze – choć nie udało mi się jeszcze za jednym podejściem pokonać więcej niż 50 kilometrów. I mam za sobą dwie lekcje tańca, na których widzę same plusy – są to świetne zajęcia ogólnorozwojowe, można popracować nad rytmiką i koordynacją ruchową. Polecam bardzo!

ZAWODY

Zacząłem od dwóch treningowych startów w parkunie. Raz poszło wyśmienicie (18:29 po dziesięciu kilometrach biegu z narastającą prędkością), za drugim razem fatalnie (18:52 na „świeżości”), więc wciąż nie wiedziałem, czy jestem gotowy na szybkie bieganie, czy raczej nadaje się do tarcia chrzanu. Odpowiedź miał mi dać IV Bieg Piotra i Pawła, z którego dotąd nie miałem dobrych wspomnień. Tym razem pogoda dopisała, ja się zmobilizowałem i finalnie udało mi się wskoczyć do pierwszej dziesiątki, mimo solidnej konkurencji. A czas wskazywał na wynik zdecydowanie poniżej 37 minut. I to gdybym chciał przed metą dorzucić trzy pompki. O to chodzi!

Dzień później poprowadziłem swoją drużynę do trzynastego miejsca w Gdańsk Business Run i uważam, że to naprawdę świetny rezultat. Ale w tej rywalizacji chodziło przede wszystkim o pomoc beneficjentom i radość, a wynik był sprawą mocno drugorzędną. Nie czułem presji i potrzeby szybkiego biegu, ale 3,3 km pokonałem poniżej 12 minut. Chciałem dorzucić cegiełkę od siebie do naszego wyniku, to się udało, i tyle.

Pierwsza zmiana, pierwsze miejsce. Rafał rusza w drogę! Fot. Sandra Recka.

Pierwsza zmiana, pierwsze miejsce. Rafał rusza w drogę! Fot. Sandra Recka.

Na urlopie wystartowałem w krótkim, lecz wymagającym 2. Biegu na Bucze. A po powrocie do Gdańska przyszedł czas na coroczny sprawdzian na „swoim” podwórku, czyli Bieg Czyste Miasto Gdańsk. W pierwszej edycji byłem 3., w drugiej totalnie zawaliłem bieg i skończyłem na 6. pozycji, teraz było na szóstkę z minusem, czyli 2. miejsce w open i 2. w kategorii wiekowej.  Wynik poniżej 38 minut i to na bardzo wymagającej trasie, czyli kolejny krok w stronę nowego rekordu życiowego na 10 km!

Niestety nie udało mi się wystartować w 55. Biegu Westerplatte. Cóż, może za rok…

Parkrun Gdańsk-Południe #53 – 3. miejsce, czas: 18:29

Parkrun Gdańsk-Południe #55 – 2. miejsce, czas: 18:52

IV Piotr i Paweł – 10. miejsce (3. M20), czas: 36:22

Gdańsk Business Run 2017 – 13. miejsce, czas: 1:12:48 (na swojej zmianie 1. miejsce – 11:55)

2. Bieg na Bucze – 7. miejsce (3. M20), czas: 23:38 (dystans: 5,7 km)

III Rodzinny Bieg Czyste Miasto Gdańsk – 2. miejsce (2. M20), czas: 37:40

PLANY

Pójść za ciosem! Chciałbym powalczyć o nowy rekord życiowy na 10 kilometrów. Nie wiem na jakiej trasie i gdzie, dlatego szukam jakiejś ciekawej dyszki z atestem. Przyjemnie byłoby również przed zakończeniem sezonu zaliczyć jakiś półmaraton, myślałem bardzo mocno o Toruniu, ale to może nie wypalić, dlatego tutaj też jestem otwarty na wszystkie propozycje.

Podium biegu Czyste Miasto Gdańsk, od lewej: ja, Kacper Kąkol, Tomek Bagrowski. Fot. Artur Żebrowski.

Podium biegu Czyste Miasto Gdańsk, od lewej: ja, Kacper Kąkol, Tomek Bagrowski. Fot. Artur Żebrowski.

Póki co w planach mam dwa starty – 26. Bieg Kociewski (07.10) i IV Bieg Oliwski (15.10).

Foto główne: Paweł Marcinko / runsofun.pl


Moje poprzednie podsumowania:

2016.

Co za mną, co przede mną. Podsumowanie pierwszego kwartału 2016

Q2 na piątkę z plusem! Podsumowanie drugiego kwartału 2016

Podsumowanie trzeciego kwartału 2016, czyli mniej, krócej i szybciej

Podsumowanie Q4 2016 i kilka słów o planach na 2017

2017.

Podsumowanie pierwszego kwartału 2017

Q2 2017 – podsumowanie

2 Comments

  1. Czarny pisze:

    Pytanie;czy szlifujesz cały czas 10km
    od czasu do czasu półmaraton No i jeden dwa maratony;)
    Czy walka cały czas o wynik pozytywnie wpływa na życie;
    😀

    • Adam pisze:

      W zasadzie to sam nie wiem pod co szlifuję ;- )
      W pierwszej połowie roku na pewno był nacisk na trening pod maraton, czyli więcej długich treningów i mniej prędkości. Od tego czasu raczej się bawię bieganiem i nie mam wielkiej spiny, nie mając na horyzoncie maratonu nie potrafię się tak bardzo zmobilizować do długich wybiegań, więc nacisk kładę pod 10 km.
      Pozytywnie : ) Żona też wkręcona w bieganie, więc mnie wspiera i zdecydowanie dla mnie na pierwszym miejscu jest rodzina, potem praca, a na końcu bieganie. Jeśli to się zmieni (a wierzę w to, że nie), to wtedy powiem, że bieganie ma na mnie negatywny wpływ ; )

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.