Odliczanie czas zacząć

Jest wtorek, szósty dzień października, do startu w Pomerania Trail zostały cztery doby.

Forma jest jaka jest i lepsza nie będzie. Wydaję mi się, że jestem dobrze przygotowany, na pewno będzie moc pod górę, a patrząc na to, co nabiegałem w Toruniu, to i po płaskim i w dół nie powinno być tragedii. Przede mną 63 kilometry i 1 800 metrów w górę. Patrząc na profil trasy, to nie powinno być nudno.

Trasę bym podzielił na trzy odcinki:

  • 1 – 19 km -> orka, czyli pięć solidnych podbiegów, na których najważniejszy będzie spokój i opanowanie,
  • 19 – 42 km -> wypłaszczony fragment, na którym powinno być dużo biegania i mniej chodzenia pod górę,
  • 42 – do końca -> czyli znowu albo mocno w górę, albo mocno w dół z finałowym podbiegiem do samej mety.

W głowie mam dwie myśli:

  1. Nie zgubić się. I to jest punkt kluczowy.
  2. Na fali entuzjazmu startowego nie wypstrykać się w pierwszej części dystansu.

Ogólnie powinno być dobrze. Szansa na podium jest i trzeba z taką myślą stawić się na starcie. Nie ma co się czarować, że jadę, żeby sobie pobiec i się sprawdzić, na takie bieganie miałem cały rok. Teraz w końcu czas odpalić wrotki na zawodach i dać z siebie 110%. Nic więcej nie mogę powiedzieć, bo okolic Luzina nie znam i wyruszam w nieznane. Liczę na dobrze oznaczoną trasę i że pan Jeliński w końcu się zapisze, co by grono kandydatów do zwycięstwa/podium się powiększyło.

*

Ach, co to był za piękny weekend w świecie sportu:

  1. Pan żużlowiec Bartosz Zmarzlik z drugim tytułem MŚ,
  2. Pani tenisistka Iga Świątek z awansem na ćwierćfinału na kortach Rolanda Garrosa po zdemolowaniu drugiej w światowym rankingu Simony Halep (a dzisiaj może zameldować się już w półfinale, gdzie czeka na nią 132. rakieta świata),
  3. Pan piłkarz Robert Lewandowski z czteropakiem przeciwko drużynie Herthy Berlin,
  4. Pan biegacz Tomasz Bagiński szósty na mecie gdańskiego półmaratonu z wynikiem 1:18:33.

Gratuluję wszystkim, chociaż pewnie osobiście odpisze mi „tylko” Tomek : )

*

Za mną totalnie lajtowy tydzień w interwale – dzień treningowy / dzień biegowy. W ten sposób „uzbierałem” 61 kilometrów, czyli tyle, ile zakładałem.

  • w poniedziałek wpadł „przypadkiem” longrun – 18 kilometrów w tempie 4’34”,
  • piękny trening wyszedł w środę – 4×500 (3’45”) + 5 km (4’10”) + 4×500 (3’45”) – w sumie 14 kilometrów,
  • 12,65 km zaliczyłem w piątek, w tym 10×200 metrów,
  • tydzień zakończyłem leśnym rozbieganiem w fajnym klimacie (możecie zobaczyć na zdjęciu głównym) z Agnieszką i Marcinem Zawalukiem, którego nie widziałem sto lat, więc musieliśmy nadrobić ;- )

Jeszcze jutro lajtowy trening i ładowanie akumulatorów przed biegiem. Trzymajcie kciuki!

Zdrowia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.