Podsumowanie pierwszego kwartału 2017

872 kilometry, dokładnie tyle przebiegłem od początku stycznia do końca marca. Daje to średnią ponad 290 kilometrów miesięcznie, dla mnie bomba. Do tej pory był to dla mnie pułap nieosiągalny, więc znowu podczas przygotowań do maratonu wszedłem chociaż o ten jeden poziom wyżej. Jeśli to się przełoży na formę, to będzie świetnie.

TRENING

W zasadzie, jeśli miałbym w jednym słowie opisać ostatnie trzy biegowe miesiące, to byłoby to słowo: trening. Pierwsze „dwudziestki” pojawiły się w moim planie już na początku stycznia, choć okres największej pracy nadszedł na dwanaście tygodni przed 3. Gdańsk Maratonem. Z zaplanowanych dziesięciu wybiegań udało mi się zrealizować dziewięć (o trzy więcej, niż rok temu), a większość szybkich jednostek przerobiłem na bieżni mechanicznej.

W styczniu, po raz pierwszy, mój kilometraż tygodniowy wyniósł ponad 80 kilometrów. Później jeszcze dwa razy byłem blisko powtórzenia tego wynik, ale raz zabrakło mi 110 metrów (żebym wiedział, że tak to wygląda, to bym zrobił jeszcze rundkę pod domem), a raz trochę więcej, ale też nie był to dystans na tyle duży, żebym tego nie „dokręcił” ;- )

W lutym najpierw najpierw ostrożnie postawiłem stopę na bieżni mechanicznej (to był mały krok dla ludzkości, ale wielki skok dla mnie), a potem gnałem po niej jak szalony. I po miesiącu takich zmagań czułem się silny, ale też totalnie wypompowany. Jednak mimo to w przyszłości z chęcią skorzystam z takiej możliwości treningu. Tak naprawdę wtedy wszedłem na zupełnie inny poziom intensywności, który mam nadzieję, że zaprocentuje.

Marzec rozpocząłem od 30-tki organizowanej przez firmę LightBox i Radka Dudycza, a każdy kolejny weekend kończyłem długim biegiem – raz szybszym, raz wolniejszym. Ale w sumie dało mi to po raz pierwszy miesięczny przebieg w postaci 300 kilometrów.

Z innymi aktywnościami byłem jednak nieregularny. Z rozmachem rozpocząłem trening siłowy i robiłem pompki, później zastąpiłem to rozciąganiem, a ostatnio częściej sięgałem po roller. W zeszłym roku na pewno więcej przepracowałem siłowo, ale za to tych kilometrów w ostatnich trzech miesiącach przed startem przebiegłem zdecydowanie mniej.

ZAWODY

Nie ruszyłem się na żaden parkrun. Trochę wstyd, tym bardziej, że pisałem, że bym chciał, a przecież daleko nie mam. I może właśnie to zadecydowało, że brakowało mi trochę szybkości podczas półmaratonu w Gdyni, który był moim jedynym startem w ostatnich trzech miesiącach. I z którego mogę być zadowolony, bo choć nie uporałem się z barierą 80 minut, to o ponad minutę poprawiłem rekord życiowy. Klikając w poniższy link dowiecie się dokładnie, jak oceniam mój występ w Gdyni.

ONICO Gdynia Półmaraton 2017 – 67. miejsce (31. M20), czas 1:20:35

PLANY

Najbliższe bez zmian, czyli 3. Gdańsk Maraton i wynik w granicach 2:50.

A potem się zobaczy ;- ) Tak naprawdę to jestem niemal zdecydowany na rezygnację z Wings For Life 2017 (wciąż się nie zarejestrowałem). Ale ostateczną decyzję podejmę po maratonie.


Moje poprzednie podsumowania:

2016.

Co za mną, co przede mną. Podsumowanie pierwszego kwartału 2016

Q2 na piątkę z plusem! Podsumowanie drugiego kwartału 2016

Podsumowanie trzeciego kwartału 2016, czyli mniej, krócej i szybciej

Podsumowanie Q4 2016 i kilka słów o planach na 2017

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.