Przed 5. Gdańsk Maratonem: rozmowa z Marcinem Zawalukiem

Myślę systematyka, sumienność, konsekwencja i widzę Marcina Zawaluka. Ostatnie miesiące poświęcił na mocny trening pod maraton rezygnując ze swojego ukochanego lasu. I na trzy dni przed startem znalazł dla mnie chwilę i zdradził co nieco o sobie. Miałem nadzieję, że usłyszę od Marcina jasną deklarację na tak na wynik poniżej trzech godzin, ale… Cel jest jasny i mój rozmówca je łyżeczką, a nie chochlą, więc podchodzi do gdańskiego maratonu z rozwagą.

Zacznijmy niestandardowo, w ostatni weekend sezon na swoim torze zainaugurowali żużlowcy Wybrzeża. Przed meczem nagrodę dla „Ligowca Roku” portalu Trójmiasto.pl odebrał Mikkel Bech, ale na tym przyjemności się skończyły i Duńczyk skończył zawody z trzema punktami i bonusem, a Wybrzeże finalnie przegrało. Jak oceniasz ten początek sezonu w wykonaniu naszej drużyny?

Jako wieloletni fan żużla z dużym podnieceniem czekam zawsze na pierwszy mecz sezonu. W tym roku inauguracja wypadła w Gnieźnie, gdzie zawodnicy Wybrzeża pojechali doskonałe zawody. Waleczność, skuteczność i zespołowa jazda były kluczem do sukcesu. Przed meczem w Gdańsku gospodarze wydawali się faworytami, ale… licznie zgromadzona publiczność musiała przełknąć gorycz porażki. Mam nadzieję, że zawodnicy przeanalizują co poszło nie tak, wyciągną wnioski i do następnego spotkania podejdą tak, żeby kibice w Gdańsku mogli głośno krzyczeć: „Hej GKS!”

Wracając do Becha, mecz w Gnieźnie z 11 oczkami i bonusem, więc do sezonu jest przygotowany. Ale w meczu z Unią Tarnów coś nie zagrało. Nie boisz się, że spotka Cię podobny los?

Haha… Nie wiem, co zawiniło u Mikkela, ale dobrze wiesz, że właściwie przygotowany i spasowany motor to mega ważny element w żużlowym rzemiośle. Ja jestem przygotowany bardzo dobrze, mój organizm, a przede wszystkim nogi na trzy dni przed startem już odpoczywają. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze i na mecie będę miał powody do radości. A co do obaw zawsze istnieje ryzyko, że coś może pójść nie po mojej myśli… np. niezaplanowana wizyta w ToiToi-u 🙂

Przed rokiem debiutowałeś w maratonie i to właśnie w Gdańsku. Jak wspominasz ten bieg? Czy coś Cię zaskoczyło, czy było tak, jak mówili bardziej doświadczeni biegacze?

Pierwszy start w maratonie i jego ukończenie to mega pozytywna bomba emocji. Po przekroczeniu mety pamiętam, że przytkało mnie i nie mogłem oddychać. Nie było to spowodowane brakiem sił tylko dużymi emocjami, pojawiły się też łzy szczęścia. Przed startem był cel, aby przebiec maraton, a po cichu liczyłem na czas w granicach 3:30. Na mecie okazało się, że uzyskuję czas 3:19:04 – jeszcze tydzień czasu chodziłem napompowany i „30 cm ponad chodnikami”. A co do samego biegu, wszystko było tak jak wcześniej słyszałem czy przeczytałem: euforia, emocje, ściana, ból, cierpienie, radość i duma.

Biegasz już od 2012 roku, więc długo czekałeś na swój pierwszy maraton. Z czego to wynikało?

Na początku mojej przygody biegowej, wyznaczałem sobie małe cele do realizacji, pierwsza piątka, pierwsza dycha, pierwsza dycha poniżej 40 minut i tak dalej – to mi wystarczało. Jednak kiedy skończyłem czterdzieści lat postanowiłem sobie coś udowodnić i postawić sobie wyższe, bardziej ambitne cele. Koniec 2017 roku to był ten czas kiedy za namową kolegi Radka postanowiłem wystartować w 4. Gdańsk Maraton. Przez trzy miesiące przygotowywałem się według „swojego planu” i udało się. Przed startem w pierwszym maratonie w lutym 2018 przebiegłem też swój pierwszy półmaraton w Gdyni, czyli można powiedzieć, że do pewnych rzeczy musiałem „dorosnąć”.

Twoje przygotowania są imponujące. Naprawdę jestem pod wrażeniem! Ze wszystkich ludzi, których obserwuję na endomondo i śledzę w mediach społecznościowych Ty na mnie robiłeś największe wrażenie. Systematyka, ciężka praca, plan działania. Jak oceniasz swoje przygotowania? Czy jest coś, co byś zmienił?

Pod koniec 2018 roku nawiązałem znajomość z moim trenerem, który zadeklarował chęć przygotowania mnie do startu w maratonie. W trakcie jednej z pierwszych rozmów obiecałem mu, że będę wykonywał sumiennie i zgodnie z jego zaleceniami rozpisane przez niego treningi. Przede wszystkim chodziło, abym nie biegał szybciej niż było w planie tzn. miałem nauczyć się biegać „wolno”, żeby móc później biegać „szybko”. Starałem się jak mogłem, realizowałem plan punkt po punkcie. Pięć treningów w tygodniu (wtorek, środa, czwartek, sobota, niedziela) , wszystkie urozmaicone, wartościowe, ale głównie biegałem w „kółko”. Zaliczyłem dwa starty kontrolne, które pokazywały mi, że ciężka praca przynosi efekty.

Jak oceniasz rozpoczęcie współpracy z trenerem? Czy Cię to motywuje, czy czasami brakuje Ci swobody i „zwykłego” biegania for fun?

Duża zasługa w tym, co wydarzyło się w tym roku to efekt współpracy z moim trenerem, który przygotował dla mnie plan treningów, analizował każdy trening i mobilizował do dalszej ciężkiej pracy. Jestem Tomkowi – Tomcio Paluch, mega wdzięczny i mam nadzieję, że nasza współpraca nie zakończy się po maratonie, bo jeszcze parę imprez chciałby obskoczyć 🙂

Z drugiej strony brakowało mi wypadów do lasu i nabijania kilometrów po kolbudzkich lasach, ale czasami tak jest, że „cel uświęca środki”.

Półmaraton w Gdyni również Ci wyszedł. Czy ten wynik dodał Ci skrzydeł, potwierdził, że idziesz dobrą drogą, czy może dał Ci do myślenia i pozwala myśleć o lepszym wyniku, niż myślałeś jeszcze na początku roku?

Połówka w Gdyni była moim drugim startem kontrolnym i był to bardzo udany start – życiówka i wynik 01:25:12. Wzmocniło to moją psychikę i utwierdziło mnie to w przekonaniu, że to, co robię pod okiem Tomka ma „ręce i nogi”. Jednak przez cały czas mam z tyłu głowy myśl, że nie mogę popadać w hurraoptymizm. Wiem, ile kosztował mnie bieg w Gdyni, a maraton to nie dwie połówki plus 10 minut…

Jaki masz plan na niedzielny bieg? Czy zamierzasz korzystać z pomocy pacemakerów?

Wielu z moich znajomych, którzy obserwują mnie w internecie zachęca mnie do łamanie trzech godzin. Poza tym plan ułożony przez Tomka też był ułożony pod „dwójkę z przodu”. Ja jednak podchodzę do tego na spokojnie. Jestem tak przygotowany, że jak nie wydarzy się nic nieprzewidywalnego to życiówka pęknie. Na tą chwilę chcę biec w tempie 4’30” na wynik 3:10, ale ostateczną decyzję podejmę przed startem. Co do pacemakerów to zależy… Na czas 3:10 biegnę sam, a ewentualne łamanie trójki będę robił przy pomocy „pejsów”.

Jakie są Twoje plany na dalszą część sezonu? Przed rokiem widzieliśmy się na TriCity Trail, Ultramaratonie Kaszubska Poniewierka i Garmin Ultra Race, czy w tym roku planujesz start na jakimś z tych biegów?

Wszystkie trzy imprezy, które wymieniłeś są w moim kalendarzu biegowym. TriCity Trial chcę pobiec na dystansie 47+, UKP i GUR – jeszcze  nie wiem na jaki dystans się zdecyduję. Ogólnie po maratonie gdańskim wracam na leśne ścieżki i zaczynam treningi terenowe z myślą o tych trzech imprezach. Poza tym wystartuję na pewno w Biegu Papiernika w Kwidzynie, Dwie Wieże w Lubiatowe i Kaszuby Biegają w Bąkowie.

W ramach przygotowań do GUR przebiegliśmy razem 45 kilometrów z Kartuz do Gdańska. Jak wspominasz tą wycieczkę? Myślisz, że w tym roku możemy „zaliczyć” coś podobnego?

To była duża przyjemność wziąć udział w spontanicznej wycieczce biegowej nazwanej roboczo „Trip Kartuzy”. Było to mega pozytywne wydarzenie w trakcie, którego mogłem poznać ciekawych ludzi: małżeństwo idealne A & A Baranowscy (Agnieszka wcale nie była zła na Adama ze te 45 km), kobietę o silnej psychice, mocnym sercu i nogach, czyli Joannę Kujawską Frejlich i wesołego Andrzeja, który „reklamuje” na FB Garmin Ultra Race Trójmiasto 2019 🙂

Jestem przekonamy, że w tym roku w ramach przygotowań polecimy jakiegoś tripa, wspólnie z innymi ultrasami z naszego podwórka!

Masz jakieś swoje ulubione imprezy, bez których nie wyobrażasz sobie sezonu biegowego?

Hmmm, chwilę muszę się zastanowić… Myślę, że na pierwszym miejscu jest Ultramaraton Kaszubska Poniewierka, bo to niezwykły bieg. Lubię tam startować przede wszystkim dlatego, że biega się po magicznych terenach. Krajobrazy, przyroda, spotykani na trasie mieszkańcy i turyści tworzą niezwykły klimat. Do tego dochodzi perfekcyjna organizacja. Nie ma opcji, żebym w tym roku tam nie polatał, niewiadomą pozostaje tylko dystans, na którym wystartuję…

Prywatnie jesteś kibicem Arsenalu Londyn. W ostatnich latach nie jest to łatwe, ale w przeszłości bywało pięknie, do dzisiaj „Kanonierzy” są jedyną drużyną, która nie przegrała meczu w sezonie Premiership. Kto był, a może wciąż jest, Twoim boiskowym idolem i czy możesz z piłkarskiego widowiska wyciągnąć coś, co pomaga Ci w bieganiu?

Kanonierem jestem od ponad 25 lat. Rekord drużyny w sezonie 2003/2004, po którym nazwano ich „The Invincibles” jest kosmiczny i żadnej drużynie do tej pory nie udało się tego powtórzyć. Najlepszym „Kanonierem” i zawodnikiem, który wzbudzał najwięcej moich emocji był Thierry Henry – zawodnik kompletny, nieszablonowy o mega technice i szybkości.

Na koniec pytanie z przymrużeniem oka, pewnie część czytelników bloga Cię zna i wie, że pracujesz w Policji. Czy możesz w pracy liczyć na zrozumienie i rozwijanie swojej biegowej pasji?

Jako policjant muszę być sprawny fizycznie, dlatego też po części trenuję bieganie. Poza tym bieganie jest dla mnie odskocznią i pozwala mi się pozytywnie zmęczyć, a zarazem jest to czas odpoczynku psychicznego. Jakieś pięć lat temu moi koledzy śmiali się ze mnie jak wychodziłem do tzw. lasu (Trójmiejski Park Krajobrazowy) na trening, a oni w tym czasie grali na hali w gałę. Rok temu te proporcje grających w piłkę i biegających po lesie zmieniły się. Aktualnie trenuje ze mną 6-7 kolegów, z czego czterech wzięło udział w półmaratonie w Gdańsku (2018) i w półmaratonie w Gdyni (2019). Przed trzema moimi kolegami (Wicher, Wally i Siwy) debiut w 5. Gdańsk Maraton! Można powiedzieć, że bieganie stało się „modne”.

I czy myślisz, że gdyby mi przyszło uciekać przed policją, to jest ktoś, kto mógłby mnie dogonić (oczywiście poza Tobą)?

Adam, znam Twoje możliwości biegowe, znam też paru szybkich policjantów z garnizonu pomorskiego, ale jestem pewien, że jeśli chcieliby Cię złapać w pościgu, musieliby zastosować jaką zasadzkę… 🙂

Foto główne: Robert Zabel.

Przygotowania Marcina do 5. Gdańsk Maratonu możecie podjerzeć na jego profilu na endomondo.

I przy okazji zajrzyjcie na instagram Marcina:

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Jutro w Półmaraton Gdynia lecę z moim osobistym pacemakerem 😉

Post udostępniony przez Arsen Kanonier (@arsenkanonier)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.