TriCity Trail już 7 lipca!

Kilka dni temu na moją skrzynkę pocztową trafił mail o takim temacie. Nie wywołało to u mnie silniejszego bicia serca, bo od długiego czasu jestem z tym oswojony. Ale na pewno każdy kolejny dzień bliżej startu będzie powodował coraz silniejsze emocje. 82 kilometry, ponad 1 700 metrów w górę i kilka godzin biegowej zabawy. Co to będzie!

Nim przejdę do mini podsumowania ostatnich tygodni, to muszę zacząć od Biegu Rzeźnika. Chyba po raz pierwszy z takim zaciekawieniem śledziłem rywalizację moich kolegów z Trójmiasta.

Run Around The Lake, czyli Tomek Kaszkur ze swoim partnerem Dominikiem są już na mecie.

Sławek i Darek, czyli bracia Kuncewicz również.

Na mecie też są Ola Grabias i Iwona Sikora. 8. miejsce wśród kobiet :- )

Przedwczoraj temat Rzeźnika omawiałem z Andrzejem. Nie wiem, czy doszliśmy do jakiś sensownych wniosków, ale padło hasło, że warto się zapisać. Żona mówi, że z chęcią by w Bieszczady pojechała. Klasyczna sytuacja win-win-win.

Wracając do TriCity Trail – jestem gotowy. Każdy z tegorocznych treningów i startów wiązał się z przygotowaniami do tego biegu. Zwycięstwo na Radunka Run było mega przyjemnym bodźcem do pracy. Przebiegnięcie maratonu na Wings For Life również. Na obu tych biegach dałem z siebie bardzo dużo, teraz czas na kolejny krok.

W ramach przygotowań założyłem sobie cztery mocne tygodnie, w którym każdy kolejny chciałem kończyć wynikiem 80+. Licząc tydzień poprzedzający udało się zrobić ponad 400 kilometrów. To moja baza. Trochę żałuję, że nie wykonałem żadnego biegu ponad 30-kilometrowego, ale wpadło osiem razy dwadzieścia z maksymalnym dystansem 26 kilometrów. Do tego 12 treningów siłowych. W sumie ponad 41 godzin pełnych potu zalewającego oczy. Obyło się bez krwi i łez. To sobie zostawiam na 7 lipca ;- )

Ten tydzień jest pierwszym z „lżejszych”. Jutro się wybieramy z Agnieszką do lasu, dorzucimy sobie jeszcze dwie godziny leśnej przygody, ale to będzie ostatni tak długi trening. Potem już naprawdę zbieram siły, pewnie pojawi się trochę krótszego, ale szybszego biegania, ale też nie będę za wszelką cenę trzymał tempa i zabijał się o każdą jedną sekundę.

Jestem pozytywnie nastawiony. Wierzę, że mogę się zmieścić w 8 godzinach i 12 minutach i zająć miejsce w pierwszej dziesiątce.

Nie mam zamiaru przejmować się pogodą, co będzie, to będzie. Warunki dla wszystkich będą takie same. Logistycznie też nie mamy tego ogranego, są na to jeszcze dwa tygodnie. Będzie dobrze!

Relację z zeszłorocznego mojego biegu na dystansie 48 kilometrów możecie przeczytać klikając w ten link.

Foto główne: Karolina Krawczyk Photography.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.