Wolność

Niedziela była dla mnie dniem pełnym sprzeczności. Z jednej strony czułem pewien niedosyt. Bo sezon biegów w Trójmieście ruszył, a ja w tym czasie… trenowałem. No właśnie, trenowałem. I to w niedzielę było dla mnie tym sympatycznym elementem biegowego weekendu, który nieco osłodził mi brak wyścigowego pierwiastka.

Już nie pierwszy raz miałem tak, że z „zazdrością” śledziłem wyniki trójmiejskich biegów. Nie jestem jednak Piotrem Żyłą i to nie przez Stefana Horngachera zostałem skreślony i mogłem tylko podziwiać, jak inni walczą o jak najlepsze wyniki. Już dawno podjąłem decyzję, że w lutym odpuszczam starty, ale mimo wszystko pewien niedosyt pozostaje. Tym bardziej, że widziałem rewelacyjne wyniki moich kolegów w Gdyni – Łukasz, Tomek, petarda! Będę miał kogo gonić :- )

Ma to jednak swoje plusy. Żadnej presji, żadnego ciśnienia. Tylko ja i droga przede mną. Czasami jest ciężko – ciemno, mokro i zimno. Ale wybór należy do mnie. Nikt mi nie każe biegać o piątej rano, gdy większość ludzi przewraca się na drugi bok, albo rusza do pracy. Nikt mi nie każe biegać w ogóle. To moja decyzja. Cisza, spokój, wolność. A nawet w ostatnim czasie czysty umysł, coraz mniej myślę o pracy w trakcie biegania. Coraz częściej myślę o tym, co przede mną. Myślę o tym, co zaproponować w niedzielę, ile kilometrów, gdzie i w jakim tempie. I w niedzielę też czuję wolność. Czekam na ten dzień, na ten trening. I mam z tego wielką radość. Obojętnie, czy są ze mną trzy osoby, sześć, czy piętnaście.

Bieganie jest pełne sprzeczności. W jednej chwili chciałbym zrobić długie wybieganie w samotności, a pięć minut później mam ochotę założyć startówki i ruszyć z tłumem na trasę. Innego dnia chcę biegać w kameralnych biegach, na których czuć niemal rodzinną atmosferę, aby chwilę później pomyśleć, że świetnie byłoby pobiec w berlińskim maratonie, który nie ma nic z tym wspólnego. A najlepsze jest to, że nie muszę się ograniczać. Mogę zrobić jednego dnia wybieganie, drugiego założyć startówki, w jeden weekend wystartować w imprezie kameralnej, a tydzień później w dużym maratonie i za każdym razem poczuć tytułową wolność. Bo bieganie to wolność.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.