Wtorki takie są

Chciałem wyskoczyć w sobotę na parkrun, ale zadzwoniłem do LuxMedu umówić się na badania i najbliższy wolny termin, to sobota 8:45. Więc co robię? Idę na badania okresowe. Parkrun odpuszczam, ale tym razem mam solidną wymówkę. Ostatnio też miałem, bo niedzielne wybieganie zrobiliśmy w sobotę. Taka sytuacja, fajny crossowy półmaraton w całkiem solidnym tempie, bo 5:22 min/km, o czym kiedyś biegając z żoną mogłem pomarzyć… Nawet na asfalcie. A teraz sobie biegniemy ramię w ramię, rozmawiając o pierdołach, albo i nie.

Miało być o wtorku, a utknąłem między poprzednią sobotą, a kolejną… Lubię wtorki. Po prostu. Zaczynają trzydniowy maraton, na który składa się najczęściej pięć treningów. Trzy biegowe (dwa razy na dworze i jeden na bieżni mechanicznej) i dwa siłowe. We wtorki jest mocno, bo najczęściej w niedzielę jest lekko, to po pierwsze. A po drugie, inaczej się na bieżni mechanicznej nie da. Trzeba kombinować. Przed tygodniem na przykład zrobiłem osiem kilometrów po 3’55”, sześć minutówek po 3’19” i 1 600 metrów po 3’31”. Dzisiaj dla odmiany było nieco lżej, dwuminutowe odcinki po 4’45” i 4’15”, a na koniec zamknąłem licznik bieżni (20 km/h, czyli 3’00”) i na takiej prędkości zrobiłem szęść minutówek. Zajebiście. Jeszcze całkiem niedawno bałem się nawet 3’15”, a teraz myślę, czy by nie pokonać dłuższego odcinka w tym tempie.

Z bieżni schodzę zlany potem. Idę tylko po bluzę, rękawice (a co!) i zaczynam trening siłowo-stabilizujący połączony z rozciąganiem. I na chwilę zostanę przy tym ostatnim, naprawdę w poprzednich latach rozciągałem się rzadko (albo najczęściej w ogóle), a teraz minimum trzy razy w tygodniu od kilku do kilkunastu minut. Najważniejsze pytanie, czy czuję jakieś efekty? Tak, czuję. I nawet to polubiłem.

Najbliższe dwa treningi, to najprawdopodobniej poranne samotne kilometry po gdańskim Iten. Chyba, że mnie poniesie gdzieś dalej. Mógłbym sprawdzić, czy dopiero co oddana do użytku aleja Pawła Adamowicza jest już w całości do przebiegnięcia i jak prezentuje się wiadukt nad potokiem Siedleckim, chociaż między szóstą a siódmą wątpię, żebym coś dojrzał. Na to chyba będę musiał poczekać do początku marca, gdy słońce zacznie wschodzić po godzinie szóstej, czyli będę mógł to obserwować podczas mojej „biegowej zmiany”. A na zakończenie maratonu czwartkowa, popołudniowa wizyta na siłowni. I tak na sportowo zapowiadają się dni najbliższe. I najczęściej w każdym tygodniu wygląda to podobnie, ale chyba 30.01 będę musiał zmienić plany, bo na Kenijski fartlek zaprasza Antoni Grabowski.

Przy okazji dostałem ciekawego maila dzisiaj, może koledzy blogerzy również, więc się podzielę z Wami, bo jak jeszcze testy butów, czy innego sprzętu wydają mi się rozsądną propozycją, tak poniższa – sam nie wiem, mieszane uczucia mam.

Jestem przedstawicielem agencji reklamowej XYZ (to Wam do szczęścia nie jest potrzebne) i mam propozycję współpracy. Dla swojego klienta, zajmującego się sprzedażą kleju do butów sportowych, chcemy przeprowadzić akcję reklamową z podłożem charytatywnym.

Produktem jest klej do butów sportowych. Sama kampania ma wyglądać następująco: chcemy podkreślić ideę less waste, polegającą na ponownym używaniu rzeczy zamiast kupowania nowych. W tym przypadku są to buty sportowe, które podlegają zużyciu, lecz nie zawsze trzeba ich wyrzucać i kupować nowe. Nie zamierzamy konkurować z producentami butów, jedynie podkreślić fakt iż nie każde uszkodzenie powoduje kupowanie nowych butów.

Podłożem tej kampanii jest konkurs. Chcemy stworzyć landing page, na którym ludzie będą mogli publikować zdjęcia ze swoimi butami i krótką historią swoich butów, oznaczając to hasztagiem. Najlepsza historia wygrywa voucher na personalizację lub renowację swoich butów przez profesjonalistów (takich osób przewidywane jest 5). W dodatku za każde opublikowane zdjęcie, producent będzie przekazywał pewną kwotę do fundacji wspierających Afrykę. Kampania ma trwać od marca do lipca.

Współpraca z blogerami miałaby polegać na publikacji postów na określony temat na blogach, Facebooku, Instagramie lub YouTube (zależy kto co ma). Same posty mają zawierać informację o konkursie, o idei less waste, o producencie i produkcie, o pomocy w Afryce itd. Doceniamy kreatywność (mogą to być relacje i posty z testowaniem i klejeniem butów lub coś, co się kojarzy z klejem). Jeśli chodzi o ilość tych postów, to 1 na blogu, 5 na Facebooku (1 co miesiąc) i kilka relacji na Instagrama w ciągu całej kampanii zupełnie by wystarczyło.

W związku z powyższym, chciałbym się dowiedzieć, czy jest Pan zainteresowany współpracą i ile by to kosztowało z Pana strony (chodzi o publikację postów). Uprzejmie proszę o rozważenie i kontakt zwrotny.

Ostatnio wychodzę z założenia, że nie ma co się zastanawiać i jak but się psuje, to trzeba go reklamować i tyle. Żadne klejenie, kombinowanie, czekanie aż może się zrośnie.

Ale pytanko do Was, wchodzimy w tego deala i kleimy, czy reklamujemy? ;- )

Zdrówka!

2 Comments

  1. p pisze:

    Ja to, proszę Pana, ostatnie buty kleiłem. W zasadzie nie ja, a szewc, ale butów biegowych nigdy nie reklamowałem, bo jak się niszczyły to po takim czasie, że wstyd reklamować, a zniszczony but to świetny argument na zakup nowego! Niemniej gdy moje ukochane Bostony 6 zaczęły odsłaniać skarpetki zaniosłem je do szewca i za 30 zł zyskały kolejny tysiąc kilometrów.

    Więc pewnie, niech szanowny Pan reklamuje o ile nie ma z tym problemu… Reklamuje to znaczy klei. 😉

    • Adam pisze:

      Podoba mi się argumentacja do zakupu nowych butów 🙂
      Problem mam, nie klei mi się to. Kiedyś może bym się bawił, ale od pewnego czasu widzę, że „klient nasz pan”, a konkurencja na rynku ogromna i naprawdę wszelkie przetarcia, czy inne niedogodności reklamuję.

      Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.