[ZBP] Mam takie chore hobby…

Czułem, że we wczorajszym wpisie zabrakło dwóch elementów.

Punkt pierwszy. Punktem odniesienie jest start w maratonie Tomka Bagińskiego i Daniela Penka. Dwóch moich dobrych kumpli, którzy dzielnie zmierzają po zdobycie wszystkich biegów z cyklu Abbott World Marathon Majors. Odpaliłem koło godziny szesnastej Eurosport i śledziłem elitę biegu. Panów i panie z Afryki, którzy mieli między sobą rozegrać walkę o zwycięstwo. Nie ekscytowało mnie to specjalnie. Rekord świata nie był zagrożony. Na starcie zabrakło Kipchoge i Bekele, więc po prostu spoglądałem co jakiś czas, czy grupa się rozrywa i ktoś nie ucieka do przodu. Większy fun sprawiło mi ściągnięcie oficjalnej aplikacji maratonu, dodanie dwóch zawodników i obserwowanie jak zbliżają się do mety.

Sezon jesienny obfitował u mnie w śledzenie moich kolegów na maratońskich trasach. Zacząłem od Wrocławia, gdzie ściskałem kciuki za Damiana Fijołka. Potem Poznań, gdzie biegli Antoni Grabowski, Tomek Kaszkur, Radek Dombrowski i Jacek Kędzierski. I na deser Nowy Jork z Tomkiem i Danielem na trasie. Wracałem z niedzielnego długiego wybiegania, szukałem relacji live i patrzyłem, czy Kaszkur zmierza po dwójkę z przodu, czy Poranny Biegacz osiągnie swój cel, jak długo są w stanie utrzymać tempo z pierwszych kilometrów i czy biegną tak, jak zakładali. Nowojorskie zmagania śledziłem nieco inaczej ze względu na przesunięcie czasowe, ale robiąc coś w domu co jakiś czas zerkałem na aplikację i nawet się denerwowałem i stresowałem 🙂

Swoją drogą – aplikacja maratonu nowojorskiego jest zajebista. Bez dwóch zdań. 33 punkty kontrolne (!), które pokazywały aktualny wynik, aktualne tempo i na podstawie przebiegniętego ostatniego odcinka estymowały czas na mecie. Po prostu rewelacja. Czułem się jakbym był w centrum wydarzeń. Poza funkcją kontrolną pozwala też kibicom z odpowiednim wyprzedzeniem wyruszyć na metę, żeby zobaczyć finisz swojego bohatera. Mega.

Nawet nie potrafię teraz sobie przypomnieć, czy na polskich serwisach trackingowych czas jest estymowany na podstawie ostatniego odcinka, czy może jest to średnia z dotychczas przebiegniętego dystansu, ale problemem większym jest to, że czasami wyniku estymowanego na mecie brak, a czasami serwis do śledzenia zawodników nie działa. Nie mówiąc już, że responsywność tych serwisów pozostawia wiele do życzenia, a dane potrafią się aktualizować z dużym opóźnieniem. Może jednak mam czas, żeby zostać jeszcze programistą? : )

Druga sprawa. Od pierwszego listopada się uparłem i nie jem słodyczy. Żadnych cukierków, czekolady, batoników, czy ciast. Koniec. Czułem wewnętrzną potrzebę. Jedyne słodkości, które będę przyjmował, to te z etykietą „homemade by Baranowska Agnieszka”. A, że mogę na coś liczyć nie wątpię, zresztą wystarczy spojrzeć na instagrama mojej żony, żeby to stwierdzić.

 

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

#sunday #chilling #afterrunning #ricepudding

Post udostępniony przez Agnieszka Baranowska (@pani_bajka)

A jak już temat paszy się pojawił, to walczę z hasłem, które od miesięcy słyszę w pracy: znowu masz jakieś ZDROWE jedzenie. No nie. Nie zdrowe, normalne. To, co dla większości okazuję się „zdrowym” pokarmem, dla mnie jest czymś tak „zwyczajnym”, jak kilka lat temu słyszane w wielu polskich domach: – Zawołaj mnie, jak Małysz będzie skakał.

2 Comments

  1. Michał pisze:

    Ja od kilku tygodni staram się ograniczać mięso. Mam już za sobą 2 tygodniowy test i powiem szczerze, że nie spodziewałem się takiej pozytywnej zmiany jeżeli chodzi o samopoczucie, uczucie lekkości i świadomość tego, że wrzucam w siebie w końcu raz, ze chyba odpowiednie ilości paliwa, a dwa że jest to po prostu smaczne i do mięsa wcale nie tęsknie.

    U mnie w korpo jest podobnie z tym podejściem do „zdrowego” jedzenia, w tym tygodniu przyniosłem pieczone pierogi z soczewicą i wszyscy spoglądali jak na kosmitę. Niech poczekają aż przyniosę smalec/pastę z białej fasoli :].

    W tych klimatach widziałeś już może dokument na Netflx „The Game Changers”? . Daje bardzo mocno do myślenia właśnie w temacie vege żywienia i tak właściwie nie tak starych „mądrości” nt. spożywania mięsa.

    • Adam pisze:

      @Michał,
      U mnie już kilka lat temu mięso poszło w odstawkę. Jasne, zdarzy mi się – gdzieś w gościach, czy ostatnio na weselu, ale to jest dwa razy w roku. Ale mam o tyle łatwo, że żona też bezmięsna i po prostu w kuchni rządzi – raz, że lubi, dwa, że ma ogromną kulinarną wyobraźnię, więc ja na tym zyskuje. Trzymam kciuki i za Ciebie, ale jak już przetrwałeś dwa tygodnie, to już nie powinno być kryzysu ; )

      U mnie w robo jeszcze chyba nie wywołałem totalnej paniki, ale myślę, że jakbym przyniósł schabowego z soi, to byłby hit. Chociaż nie, jak jakieś ciasto przynoszę, to często się pojawia najpierw pytanie z czego, to jest, a już przemycałem buraki, marchew, czy właśnie fasolę.

      Nie widziałem, chętnie spojrzę, dzięki za info 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.