adidas Pulseboost HD [recenzja]

Pierwszy raz zobaczyłem te buty na zdjęciu u pięciokrotnego złotego medalisty olimpijskiego i jedenastokrotnego mistrza świata. Miał je na nogach, kucał i poprawiał sznurowadła. Pewnie teraz się zastanawiacie, który z biegaczy może się szczycić takimi osiągnięciami i jeszcze na dodatek biega w adidasach. Spoglądacie w złym kierunku, to nie biegacz, to biathlonista. Być może największy w historii tej dyscypliny, absolutny dominator ostatnich lat, Martin Fourcade. Dla mnie to wystarczająca rekomendacja, żeby sięgnąć po model Pulseboost HD.

Ponad rok temu w podobny sposób trafiły w moje ręce buty Solar Boosty, które podsumowałem takim zdaniem: Jeśli zrobię w nich ponad dwa tysiące kilometrów (a nie ukrywam, że na to bardzo liczę), to powiem, że warto w te buty zainwestować. I wiecie co? W połowie czerwca, czyli niemal rok i pewnie dwa tysiące kilometrów później kupiłem nową parę.

Przejdźmy jednak do bohatera tejże recenzji, czyli do modelu Pulseboost HD. Nie będę dyskutował z faktami, a one są takie, że jest to but przystosowany do biegania na asfalcie i to raczej nie podlega dyskusji. Podeszwa Continental, a dokładnie jej bieżnik, zniechęca nawet do próbowania biegu po innej nawierzchni, więc o tym musicie pamiętać decydując się na ten model – asfalt, kostka brukowa, chodnik – tak (ale tylko do pierwszego śniegu), las, cross, zmienny teren – nie, zdecydowanie nie.

Król asfaltu

Adidas na swojej stronie wyróżnia trzy cechy tego produktu:

  • Boost HD, czyli pianka zapewniająca stabilność i wygodę,
  • Adaptive Traxtion, czyli bieżnik zapewniający maksymalną przyczepność na powierzchni asfaltowej,
  • Adapt Knit, czyli skarpetowa cholewka dopasowująca się do każdego kształtu stopy.

W tym modelu jeszcze mamy kod QR znajdujący się na języku, lecz powiem wam szczerze, nawet go nie skanowałem – nie ma dla mnie żadnego znaczenia, gdzie mnie to zaprowadzi, bo nie sprawi, że będzie mi się biegało lepiej, czy buty staną się wygodniejsze. Taki był zamysł projektanta i to, po prostu, należy uszanować.

Na pierwszy rzut oka

Omówiliśmy już wszystkie nowości, czyli możemy przejść do pierwszego wrażenia. I tutaj nie ma co kombinować, słodzić, czy się rozpisywać, bo ten but jest fenomenalnie estetyczny.

Wszystko jest przemyślane, wykonane precyzyjnie i z należytą starannością i nie ma mowy o jakiejkolwiek bylejakości. Dostępne wersje kolorystyczne znajdą swoich entuzjastów, do mnie trafiły czerwono-czarne, które prezentują się gustownie.

W oczy się też rzuca ich masywność, więc pierwsze co zrobiłem (prawie), to powędrowałem w kierunku wagi. W moim rozmiarze, 44., ważą aż 333 gramy. 20 więcej niż SolarBoosty, 40 więcej, niż  moje obecne trailówki i aż 122 gramy więcej, niż moje ulubione startówki.

Szczerze mówiąc wynik przerażający, bo zdecydowanie lepiej czuję się w butach lżejszych. Mimo wszystko, to ich nie przekreśla – na pewno nie jako treningowego partnera.

Po pierwszym włożeniu ich na stopę było… idealnie (nie wiem, czy kogoś tym zaskoczyłem?). Miałem wrażenie, że zamówiłem personalizowane obuwie, uszyte tylko i wyłącznie dla mnie.

Wszystko było dopasowane, skarpetowa cholewka, którą do tej pory omijałem jak mogłem, czy to w butach casualowych, czy biegowych, skradła moje serce. Tam, gdzie miała się “przytulić” do stopy, tam się przytuliła. Tam, gdzie miała być bliżej, tam była. Po prostu petarda.

Mogłem tylko zasznurować buty i lecieć na trening… I zrobiłem to z taką radością, taką werwą, że od razu urwałem dwie szlufki. Ha! Lekko się załamałem, buty trzeba było odesłać i całą procedurę ekscytacji przejść po raz kolejny.

Po kilku dniach przyszły. Już ich nie oglądałem tak dokładnie, tylko od razu założyłem, lekko zacisnąłem sznurówki i delikatnie zrobiłem supeł. Uf. Nic nie urwałem! I przy okazji okazało się, że przy tego rodzaju cholewce wcale nie potrzeba dużej siły (a właściwie nie potrzeba jej wcale), żeby but był dobrze zasznurowany.

But ładny, but założony, but zawiązany, więc chyba czas na trening?

Na trasie

Miało być  stabilnie, sprężyście, przyczepnie, komfortowo i wygodnie. I po ostatnich doświadczeniach z adidas Solar Boost bardzo na to liczyłem. I co? I nic. Żadnego efektu wow i wszystko spowodowane dziwnym mrowieniem w stopie, które pojawiło się podczas pierwszego dłuższego kontaktu z Pulseboost HD.

Po trzydziestu minutach lekkiego biegu coś mnie zaczęło “zaczepiać” w podeszwie i do końca treningu nie odpuściło. Drugi trening i taka sama sytuacja. Na kolejnym znowu.

Pierwszy raz w życiu przydarzyła mi się taka sytuacja, więc prosta decyzja. Zmieniam buty i szukam przyczyny. Najpierw Solarboosty i wszystko gra, potem inne buty i też nie ma problemu. Nic nie uciska, nic nie drętwieje, więc wracam do testowania najnowszego modelu adidasa.

Pierwszy trening po przerwie, po czterdziestu minutach znajomego uczucie drętwienia stopy wraca. Najpierw w lewej nodze, po kolejnych kilku minutach w prawej.

Poległem?! Nie ma mowy. Idziemy na siłownię. Nie chcesz współpracować po dobroci, na asfalcie, to będziesz się męczył na bieżni mechanicznej! Niestety, to też nie przyniosło efektu. Co gorsza, po zejściu z bieżni zostawałem jeszcze na trening siłowy i uczucie mrowienia / drętwienia (nie potrafię go dokładnie określić) zostawało ze mną na długie minuty.

Zacząłem w tych butach chodzić i biegać na zmianę. Pomyślałem, że to może być sposób na ich dopasowanie do stopy i poprawę komfortu. Mijały kolejne dni i tygodnie. Biegałem w modelu Pulseboost i po czterdziestu minutach pojawiał się dyskomfort, zmieniałem buty – wszystko było okej.

Fakt, że do tego momentu biega mi się w nich dobrze. Są wygodne i mają świetną wentylację. Mimo swojej wagi można w nich swobodnie biegać w tempie 3’30” – 4’00”. Ale bez względu na nawierzchnię i bez względu na tempo najpóźniej po czterdziestu minutach przyjemność z biegania przeplatać zaczyna się z myślami o mrowieniu w stopie.

Podsumowanie

Właściwie powinienem w tym miejscu napisać, że adidas nie potrafi zrobić dobrych butów do biegania i postawić kropkę. Właściwie to też mogłem przemilczeć ten problem i napisać o tych fajnych stronach tego modelu.

Właściwie to mogłem wszystko, bo nikt nie wie, jak mi się w tych butach biega i jak się w nich czułem. A że każda stopa jest inna i każdy model butów jest inny, to właśnie stąd się biorą wszystkie dobre i wszystkie złe opinie.

Ja nie mam o adidasie i modelu Pulseboost HD złej opinii. Bo są to buty estetyczne i mają masę zalet. Moim zdaniem ich największym mankamentem jest masa i jednoaspektowe zastosowanie. A że tym razem wspólnej płaszczyzny do końca nie udało się znaleźć? Zdarza się. Ja na pewno w tych butach jeszcze spróbuję biegać i wierzę, że kiedyś będę mógł dopisać do tej historii kolejny rozdział.


Recenzja została przygotowana i opublikowana na portalu Biegowe.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.