Bajka i szelki, czyli zaczynamy biegać z psem

Niemal dwa lata temu do naszego domostwa trafiła mała mordeczka – Bajka. Jeszcze za bardzo nie potrafiła chodzić, jeszcze nie potrafiła szczekać, ważyła niecały kilogram – a ja już w niej widziałem sympatycznego, czworonożnego, biegowego przyjaciela. Plan był taki, żeby odczekać rok – żeby jej nie zrobić krzywdy. Po tym czasie zabieraliśmy ją na biegowe wycieczki – niestety często nieregularne.

Teraz postanowiliśmy to zmienić. Przynajmniej raz w tygodniu będziemy przedzierać wspólnie szlaki. Pierwszy raz już za nami. Mieliśmy zacząć wcześniej wprowadzać ją w trening, ale dopiero udało nam się zamówić jej szelki o odpowiednim rozmiarze – a nie chcieliśmy, żeby biegała na obroży. Teraz nie brakuje nam niczego – no może poza dłuższą smyczą. Mimo wszystko można ruszać w teren.

Już po pierwszym wyjściu zauważyłem, że pies dzieli swój bieg na trzy etapy. Na 100%; jeszcze mam siłę; ludzie, wracajmy do domu – przynajmniej tak było teraz, i wcześniej. Pierwszy z etapów trwa około dwóch kilometrów i jest to szaleństwo – tempo spokojnie poniżej 5:00 min/km, z tym, że mamy tutaj przerwę na kupkę (więc niezbędne są woreczki), siku, wąchanie, siku i jeszcze raz kupkę. Drugi, to pięć kilometrów spokojnego biegu przy nodze. Trzeci, to już zdecydowanie fragment, który jest dla wszystkich męczący – ale żeby go zrealizować trzeba sobie jasno przed treningiem powiedzieć – dzisiaj jest dzień, w którym biegnę tempem psiaka – jeśli on staje, to ja też. Jeśli nie ma siły, to muszę na niego zaczekać. I tak to właśnie wygląda, pieseł sobie spokojnie człapie, a żona i ja razem z nim. Najlepsze jest jednak to, że gdy tylko kończymy, to w tych wielkich oczach widać pewne rozczarowanie: Jak to możliwe, że już koniec? Przecież idzie nam bardzo dobrze  : )

Póki co będziemy pewnie pokonywać dystanse w granicach 8-12 km, żeby ją przyzwyczaić i nie zniechęcić. Zaczęliśmy od 9 kilometrów. Ale oczywiście Bajka nie jest psem kanapowym, którego trudno wyciągnąć na spacer. Jest to żywioł – czym więcej ruchu, tym lepiej. Hobby – piłka nożna – albo jakakolwiek inna odmiana zabawy z piłką. Kondycja – dobra.  Dość, że po takim dziewięciokilometrowym spacerze, póki byliśmy w domu, nie myślała nawet o drzemce.

Najważniejsze, że wszyscy mamy chęci i może nam się w przyszłości uda wystartować w zawodach dogtrekkingowych. Mam nadzieję, że poza chęciami, dobrą kondycją i zawziętością pies posiada jeszcze umiejętność czytania mapy : )

Oczywiście, nie jesteśmy ekspertami, jeśli chodzi o bieganie z psem. Póki co będziemy obserwować jej samopoczucie, po pierwszym wyjściu nie było żadnych niepokojących objawów. Jeśli coś dziwnego będzie się działo, to na pewno nie będziemy jej na siłę wyciągać i skonsultujemy się z weterynarzem.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.