Parkrun Gdańsk-Południe #9, czyli wracam tam, gdzie moje miejsce

Już tylko dwa tygodnie pozostały do gdańskiego półmaratonu, więc teraz każdy trening ustalam właśnie pod ten bieg. Mimo wszystko dzisiejszy parkrun potraktowałem poważnie i liczyłem na średnio tempo w okolicy 3:45 min/km. Fajnie było pojawić się na starcie po kilku tygodniach przerwy. Te sobotnie poranki z parkrunem są naprawdę uzależniające i to przyjemność w ten sposób zacząć dzień. Ale przejdźmy do podsumowania dzisiejszej rywalizacji.

  1. Zacznijmy od statystyk: Agnieszka wygrała, ja po raz trzeci zająłem drugie miejsce.
  2. Na pierwsze nie było szans, żadnych.
  3. Czasy gorsze od życiówek – Agnieszka 21:46 (PB – 21:21), ja 18:40 (PB – 17:46).
  4. Agnieszka ma dobrą statystykę na parkrunie – wygrała trzy z czterech biegów (raz była trzecia).
  5. Ja cztery z pięciu startów kończyłem na podium. Też nieźle.
  6. Pozytywne jest to, że tym razem najszybszy nie byłem na pierwszym, lecz na ostatnim kilometrze – 3:34 min.
  7. Przed parkrunem przebiegliśmy 5,6 km w tempie 4:45 min/km.
  8. W sumie wyszło nam 12, więc można to uznać za solidny akcent w ramach przygotowań do półmaratonu.
  9. W ten sposób uczciliśmy Narodowy Dzień Sportu.
  10. Mieliśmy na sobie o jedną warstwę za dużo – sama koszulka dzisiaj by wystarczyła.
  11. I chyba jako jedyni biegliśmy w czapkach zimowych : )
  12. Ale jak byłem z psem na spacerze, to było naprawdę zimno.
  13. Za tydzień (jeśli wystartujemy), to się ubiorę bardziej “wyścigowo”.
  14. Pogoda do biegania jest idealna.
  15. Nasz parkrun robi się coraz bardziej rodzinny.
  16. Doszliśmy do wniosku, że to trochę wstyd, że jeszcze ani razu nie byliśmy wolontariuszami.
  17. Więc obiecuję, że gdańskim półmaratonie w takiej roli pojawię się na parkrunie.

Fot. Paweł Marcinko, Trener – lokalny miesięcznik o bieganiu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.