Plusy porannego biegania

Kilka miesięcy wstawania tuż przed szóstą sprawiło, że w końcu dojrzałem do wygłoszenia tezy, że poranek jest zdecydowanie najlepszą porą do aktywności fizycznej. Jasne, pierwsze dni były ciężkie i wydawało mi się, że już więcej nie dam rady podnieść się tak wcześnie. Ale z biegiem czasu weszło mi to w nawyk i teraz już nawet w weekendy nie mam problemu i nie zgłaszam zażaleń, gdy zadzwoni budzik.

Najlepsze jest w tym to, że widzę w tym całą gammę plusów. I o tym ten tekst.

  1. Mam więcej sił w ciągu dnia i jestem mniej podatny na stres. Wydawać by się mogło, że tak wczesna pobudka sprawi, że w końcu odetnie mi prąd. Ale nic z tego. Jestem spokojniejszy, wyciszony, ale na pewno nie mniej energiczny. Skumulowaną energię po prostu wykorzystuję na rzeczy ważne i gdy trzeba, to mam z czego wykrzesać jeszcze więcej.
  2. Stałem się bardziej uporządkowany. Zaczynam dzień najczęściej od spaceru z psem, budzę się do życia. I pół godziny później już jestem w biegowym odzieniu i łapię sygnał GPS. Wracam i mam minimum 45 minut na prysznic, śniadanie i wyjście z domu. I niemal nigdy nie mam problemów, żeby się wyrobić. Za to w dni, które nie biegam wszystko przeciągam i często wychodzę na ostatnią chwilę. Porządny bieg z rana pobudza mnie do szybszej reakcji i działam jak automat.
  3. Mam lepszy humor. 10 razy 400 metrów interwałów potrafi porządnie wypędzić całą negatywną energię. Serio. Albo 12 km biegu z narastającą prędkością z ostatnim kilometrem poniżej 4:00 min/km, to jest to. Złe myśli znikają, a pojawia się tylko lekkie drżenie kolan i endorfiny robią swoje.
  4. Mam więcej czasu. To chyba oczywiste. Przed osiemnastą melduję się w domu po pracy i już nic nie muszę. Nie muszę myśleć, że czeka mnie godzinny bieg, co w sumie kończy się wyjściem spod prysznica o 20:00 i jedyne co mi pozostaje, to położyć się spać.
  5. Dobrze się czuję. Przez cały dzień. Fizycznie i psychicznie. Jestem skoncentrowany, szybciej reaguje, mam głowę pełną pomysłów.

Nie mam przed treningiem czasu na śniadanie, więc najczęściej jem bardzo późno kolację. Nawet koło 22:00. Nie przeszkadza mi to w dobrym śnie, ani nie mam problemów z utrzymaniem wagi. Tak późna kolacja i nawet obfita nie musi wiązać się z przybraniem kilku kilogramów. Kluczem do sukcesu jest utrzymanie odpowiedniego bilansu kalorycznego. Jeśli zależy Wam, aby waga szła w dół pilnujcie, aby on był ujemny. Nie musicie nie jeść po 18:00, albo katować się rygorystyczną dietą. Wystarczy odpowiednio zmniejszyć racje żywieniowe, jeść odpowiednio regularnie, pić dużo wody i poświęcić kilka minut więcej na ćwiczenia. To sprawi, że problem z utrzymaniem wagi zniknie.

Dodatkowym plusem jest jeszcze niesamowita aura porannego treningu. Mieszkamy w okolicy, gdzie jest dość dużo zbiorników retencyjnych. O wschodzie słońca wyglądają fantastycznie, unosi się nad nimi delikatna mgiełka i można poczuć pewną mistykę. Dzisiaj rano doświadczyliśmy tego w parku Oruńskim, gdzie byliśmy już przed siódmą.

Prekursorem porannego treningu była moja żona, która już od dawna wykorzystywała tą porę dnia na bieganie. Gdy ja wychodziłem po siódmej do pracy, ona wskakiwała w biegowy strój i leciała przed siebie, a ja zastanawiałem się, czy przypadkiem nie ma czegoś z głową. Teraz ją rozumiem. Nie ma lepszego treningu, niż ten poranny. Pozytywna energia na cały dzień gwarantowana!

I uprzedzając pytania. Tak w zimę też biegam rano. I jest fajnie. Szczególnie przy minus piętnastu stopniach, gdy czujesz jak zamarzają Ci powieki ;- )

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.