Podążam obraną przez siebie drogą, czyli podsumowanie 2019 roku

Spojrzałem na swoje pierwsze wpisy ze stycznia zeszłego roku. Trzeciego krótkie (i sensowne) podsumowanie, tydzień później biegowy kalendarz na 2019. Bang! Pozamiatane. Najlepsze jest to, że to, co zaplanowałem zrealizowałem niemal w 100%. Jedynie zmieniłem dystans Kaszubskiej Poniewierki (zrezygnowałem z zakładanego debiutu na setkę i pokusiłem się o walkę o zwycięstwo na dystansie o połowę krótszym) i dorzuciłem “nieplanowaną” dyszkę przy gdańskim półmaratonie. Zacznę więc i w tym roku podobnie, od podsumowania. Może w najbliższym tygodniu ułożę sobie kalendarz startów, może…

Przed rokiem Przewartościowałem swoje bieganie, więc teraz po prostu

  • Podążam obraną przez siebie drogą.

W 2o19 roku pokonałem na zawodach około 265 kilometrów, z tego ponad 200 w terenie. Wciągnęło mnie w las, przepadłem. I napiszę to samo, co przed rokiem: wyszło to dość naturalnie i tego nie planowałem. Mimo wszystko nie mam czasu na więcej, niż jeden (od wielkiego dzwonu dwa) trening tygodniu w lesie, więc…

  • Lubię przepalić nogę na asfalcie (i bieżni mechanicznej).

Zaraz mnie pewnie ktoś będzie chciał ukrzyżować, ale biegnąc ostatnio minutówki nad naszym gdańskim Iten (zbiorniki Świętokrzyska dla mniej zorientowanych) pomyślałem, że dużo się to nie różni od klepania na bieżni mechanicznej. Serio. Przynajmniej w sezonie jesienno-zimowym. Tysiąc trzysta metrów kostki bauma, przed oczami tylko światło latarki, w oddali ciemna otchłań, tylko czasami wyłamania się jakiś poranny spacerowicz z psem, którego trzeba ominąć (i spacerowicza, i psa). Na bieżni mechanicznej równie monotonny obraz, otaczająca jasność siłowni, przed oczami parking, na którym po szóstej nie dzieje się nic szczególnego i Miłka Raulin na reklamie Martes Sport. Taka codzienność. Ale myślę o progresie, widzę progres, więc się nie zastanawiam czemu tu jestem, tylko biegnę. Częściej szybciej, niż wolniej. Czasami uda się złapać prędkość trzech minut na kilometr. I choć jestem w stanie to utrzymać zaledwie przez minutę, to się cieszę.

  • Przez cały rok “uczyłem się” siłowni.

I uczył się będę wciąż. W wieku lat trzydziestu po raz pierwszy poszedłem na prawdziwą siłownię. Nie czułem się tam zbyt komfortowo, nie wiedziałem jak ćwiczyć. Teraz sytuacja jest o tyle dobra, że mimo iż wciąż nie wiem jak ćwiczyć, to chociaż komfortowo tam się czuję (proszę o uśmiech). A tak poważnie, to na pewno się wzmocniłem. Zaczynałem od ćwiczeń na maszynach, które angażowały tylko ręce, ale z czasem przeszedłem na wolne ciężary, a także zacząłem pracować nad brzuchem, nogami, stabilizacją i zacząłem się rozciągać. Nie mam opracowanego planu, ale zauważyłem, które ćwiczenia przynoszą mi biegowe efekty i na to będę kładł nacisk. I jeszcze jedno, chciałbym się nauczyć martwego ciągu. Serio :- )

  • Polubiłem adidas Solar Boost do tego stopnia, że kupiłem kolejną parę.

Pierwszy raz mi się coś takiego zdarzyło i dlatego o tym piszę. Znalazłem też dobre buty trailowe – Salomon Escape Sense (w bardzo sensowej cenie obecnie w outlecie Salomona w FH). Pożegnałem się za to po czterech latach z najbrzydszymi startówkami świata – Brooks T7 Racer.

  • Przesiadłem się na Garmina.

Co w prywatnej rozmowie z jednym ze znanych trójmiejskich blogerów zostało skomentowane tak: Zmiana z Polara na Garmina to prawie jak zmiana żony 😉 

O swoich pierwszych wrażeniach o modelu Forerunner 245 już pisałem.

  • Przebiegłem 3 374 kilometrów w 276 godzin, 49 minut i 9 sekund oraz spaliłem 233 405 kalorii.

Daje to średnie roczne tempo 4:55 min/km.

I czas na obejrzenie wszystkich dziesięciu sezonów “Przyjaciół”, jedenastu sezonów “Z Archiwum X”, wszystkich odcinków “Czterech pancernych i psa” i starego “Wiedźmina”.

A od początku biegowej przygody na trasie spędziłem już ponad 59 dni i przebiegłem ponad 17 tysięcy kilometrów.


Za mną siedem imprez: trzy biegi ultra, jeden górski, dwie dyszki (jedna atestowana) i Wings For Life. Sześć z nich pobiegłem tak, jak powinienem i jak mogłem najlepiej. Jedna (ostatnia) nie poszła po mojej myśli. Miejsca i czasy wyglądają całkiem nieźle, ale stać mnie na więcej : )

Impreza Miejsce Wynik Dystans Data
Radunka Run 1. 03:49:24 50 km 31.03.2019
Wings For Life 54. (w PL) 03:07:46 42,9 km 05.05.2019
6. Bieg do Źródeł 13. (4.) 00:37:20 10 km 15.06.2019
TriCity Trail 11. (3.) 08:17:13 82,4 km 08.07.2019
Półmaraton Karkonoski 11. (4.) 01:44:35 20,4 km 27.07.2019
Ultramaraton Kaszubska Poniewierka 2. 04:00:54 49 km 14.09.2019
Nocna Dycha 10. (6.) 00:36:53 10 km 16.11.2019

Do tego zaliczyłem cztery parkruny, a na dwóch z nich biłem życiówkę, która obecnie wynosi 17 minut i 31 sekund. To jedyna życiówka z 2019 roku, którą mogę się pochwalić.

Uf, rozliczyłem się z 2019, można wracać myślami do 2020! : )

*

Prowadzenie bloga to fajny pomysł. Mogę sobie wrócić do każdego biegu, przeczytać każdą relację raz jeszcze, obejrzeć ponownie zdjęcia w nich umieszczone. Petarda. Masa pozytywnych wspomnień i emocji. Chyba właśnie po to się robi podsumowanie… Polecam! 🖤

Foto główne: Tomasz Szwajkowski.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.