Strava

Miałem nie zakładać konta, ale założyłem, więc już tłumaczę dlaczego. Najłatwiej by było powiedzieć, że namówili mnie Antoni Grabowski i Tomek Bagiński, ale to nie do końca prawda, chociaż od nich słyszałem same pozytywy takiego ruchu. I mogłem posłuchać, bo bym sobie oszczędził pracy…

Decydującym momentem było otrzymanie na testy Corosa. Proste? No nie do końca, więc tłumaczę dalej. Biegałem najpierw tylko z endomondo, potem z TomTomem, przyszedł czas na kilka zegarków Polar, w końcu zakupiłem Garmina, a na testy dostałem Corosa. Osiem zegarków, z których cztery miały swoją aplikację. Z żadną apką nie zostałem na dłużej, wszystko lądowało na endo. A endo już nie ma, a jak widać w zegarkowych uczuciach nie jestem stały i nie jestem przekonany, że Forerunner 245 to urządzenie docelowe. Chciałbym też kiedyś pobiegać/przetestować Suunto, więc najłatwiej było znaleźć „coś”, w czym te wszystkie dane będę kolekcjonował. Jakie jest najlepsze rozwiązanie? Strava. Koniec tematu. Na dodatek konto/aplikację u każdego z producentów można połączyć ze Stravą, więc nie będę już musiał nigdy ręcznie nic zgrywać. Przynajmniej mam taką nadzieję.

A co z treningami, które miałem na endo?

Wszystkie wylądowały na Stravie. Gdyby ktoś się zastanawiał jak to zrobić, to służę pomocą:

  1. Do końca marca można wyeksportować wszystkie treningi z endo i pobrać sobie na dysk i ja właśnie tak zrobiłem,
  2. Potem te wszystkie treningi wrzuciłem na konto Garmin Connect,
  3. Założyłem konto na Stravie,
  4. Zainwestowałem 12,99 zł na aplikację SyncMyTracks,
  5. Połączyłem tam trzy konta: Strava, Polar Flow, Garmin Connect,
  6. Najpierw do Stravy wyeksportowałem treningi z Polar Flow,
  7. Potem to samo zrobiłem z treningami z Garmin Connect (również tymi, które wcześniej były tylko na endomondo, te z Polara się nie zduplikowały),
  8. Moja biegowa historia pojawiła się w Stravie.

I w sumie wszystko by było pięknie, gdyby nie to, że tych kilometrów pojawiło się o około 300 kilometrów więcej niż powinno. A jako, że lubię jak się wszystko zgadza, to jedynym sensownym, chociaż czasochłonnym, rozwiązaniem było przejrzenie sobie rok po roku, miesiąc po miesiącu, dzień po dniu wszystkich treningów.

Z jednej strony orka, a z drugiej przypomniałem sobie swoje początki, przygotowania do pierwszego maratonu i do kolejnych, treningi do ultra i inne fajne biegowe rzeczy. Kilka treningów w ogóle się nie zaciągnęło, kilka było zduplikowanych, niektóre musiałem usunąć, bo były bzdury i jakieś kilometry poniżej dwóch minut…, inne dodać ręcznie, bo pliki nie chciały się zaciągnąć, albo jako bieganie widniały spacery, ale koniec końców udało mi się mniej więcej wszystko odtworzyć.

Jakbym chciał być precyzyjny, to jestem o około 45 kilometrów na minusie, ale założyłem sobie, że do stówki nie będę się tym przejmował.

Licznik na Stravie pokazuje 21 267 kilometrów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.