Trenerem? Ja?

Gdybym miał być trenerem… No niestety, nawet o tym nie myślę. Moje biegowe doświadczenia są tak niewielkie, że sam ze sobą czasami sobie nie radzę. A gdybym miał odpowiadać za wyniki drugiej osoby, jej przygotowanie, a przede wszystkim zdrowie, to spowodowałoby u mnie totalny emocjonalny kataklizm.

We wstępie napisałem, że sam ze sobą sobie nie radzę. I to jest prawda. Wciąż “uczę się” swojego organizmu. Nie wiem, czy lepiej zrobić dwa mocne treningi i dwa luźniejsze, czy przeplatać je między sobą. Czy bieg z narastającą prędkością po interwałach to dobre rozwiązanie. Naprawdę. Moim najlepszym trenerem jest moje samopoczucie. Ono definiuje, czy dzisiaj będzie szybko, czy wolno. Czy jestem w stanie zrobić dziesięć powtórzeń na interwałach, czy lepiej skończyć po ośmiu. Czy zrobić bieg regeneracyjny, czy po prostu przyda mi się odpoczynek. Żeby zobrazować moje nieodpowiedzialne podejście przedstawię moje pierwsze dwa treningi po roztrenowaniu. Pierwszy o 19:00 – 10 km w tempie 4:54, a następnego dnia już o 7 – powtórka, tylko w wolniejszym tempie. I nagle boli, chodzić nie można, tragedia. Czyja wina? Moja. Bo jak dupa wołowa chce teraz, już, natychmiast. Więc jak nie potrafię zadbać o swoje cztery litery, to wyobraźcie sobie jak szybko mógłbym wykończyć mojego podopiecznego.

Rolą trenera nie jest rozpisanie planu treningowego. Nazwałbym to partnerstwem. Trzeba porozmawiać (trochę dłużej niż dwadzieścia minut o doświadczeniach, celach i pragnieniach) i poznać się (swoje nawyki – zajrzeć do głowy i ciała, do talerza, do miejsca pracy). Posiadać przy tym ogromną wiedzę teoretyczną z zakresu wielu dziedzin, od anatomii i fizjologii, pewnie aż po psychologię. I przede wszystkim wiedzę na temat treningu, od rozgrzewki, przez rozciąganie, aż po trening (albo od rozciągania, przez rozgrzewkę?). Trener i zawodnik powinni zaufać sobie, a efekty współpracy ocenić przynajmniej po sezonie. W innym przypadku taka ocena może być bardzo niemiarodajna. A jak znam biegaczy, to liczą na efekty natychmiastowe i szybko się zniechęcają. Jeśli coś nie działa od razu, to widocznie nie jest skuteczne.

Moje biegowe doświadczenie ogranicza się tak naprawdę do progresu Agnieszki i mojego. I mogę Wam powiedzieć, że gdy sam nie chcesz sukcesu (cokolwiek nim jest, czy złamanie 45 minut na dyszkę, czy trzech godzin w maratonie), to go nie osiągniesz. Bat nad głową nie będzie skuteczny, jeśli nie uwierzysz w siebie i swój cel. A zrealizować go możesz tylko i wyłącznie ciężką pracą. Nikt tego za Ciebie nie zrobi, nikt nie wybiega tych kilometrów, i nie pomoże najlepszy trener!

A że trenerów teraz jest na pęczki, to inna historia. Jeśli ktoś oferuje swoje doświadczenie i wiedzę kompletnie za darmo, to nie spodziewaj się wielkich efektów. Ktoś pewien swoich metod, doświadczony i zdecydowany się takie usługi oferować nie będzie tego robił za uśmiech, czy dobre słowo. Chyba, że po prostu chce sobie poeksperymentować na Twoim organizmie, a to najprostsza droga do kontuzji, Twojej kontuzji.

Czy ja mógłbym być trenerem? Nie. Partnerem treningowym? Tak! Na takich samych zasadach jak osoba, z którą biegam. Opieram się na ogólnodostępnej wiedzy, którą posiada zapewne wielu biegaczy, którzy interesują się zagadnieniami treningu, czy diety. Mogę komuś coś doradzić, podpowiedzieć, albo z kimś pobiegać, ale to nigdy nie uczyni ze mnie trenera. Dlatego, jeśli decydujecie się na takie rozwiązanie, to róbcie to z głową. I kierujcie się własnym samopoczuciem, bo nikt nie zna Waszego organizmu lepiej, niż Wy sami.

 

 

3 Comments

  1. tbogo pisze:

    Adam,
    zacznij wiezyc w ludzi.
    Upraszczajac Twoj wpis: trener za 6 stow jest lepszy od trenera za 3 stowy:).
    A ten za stowe to jakis poczatkujacy.
    Moim zdaniem kazdy trener bedzie na tobie eksperymentowal . Bo musi, bo nie zna Twojego organizmu a jak ma go poznac? Bedzie sprawdzal reakcje na bodzce treningowe. Ty znasz swoj organizm, a przynajmniej czujesz jak jest. I tu najwazniejsze: komunikacja i przeplyw informacji. Trener powinien reagowac na sygnaly wysylane przez Twoj organizm.
    Teraz nieco odwroce kota ogonem.
    Wiekszosc zawracajacych Ci d…, jak ma cos za darmo to tego nie szanuje. Albo ma chwilowy kaprys, ze bedzie trenowac bieganie, bo taka moda, a okazuje sie, ze bieganie a trening biegowy to 2 rozne sprawy i rezygnuje. Tzn. przestaje sie odzywac, albo ma niewyleczalna kontuzje:)))).
    Albo tak jak napisales, po 2-3 miesiacach spodziewa sie szalonych efektow. A wg. mnie efekty mozna oceni po conajmniej roku wspolpracy.
    Trenowanie bez pieniedzy potrafi zwrocic sie w inny sposob. Czasem kogos nie stac zeby zaplacic Ci za trening ale za to potrafi odwdzieczyc sie w inny sposob. Czasem zyskujesz przyjaciela, innym razem jak jestes w potrzebie, to wiesz kto chetnie Ci pomoze, za remont auta placisz 500 a nie tysiac i wbijasz sie bez kolejki, itd.
    Mam nadzieje, ze sie wybronilem, a przynajmniej zaczniesz nieco inaczej widziec temat.

    • Adam pisze:

      Hej, hej! Odpiszę Ci później, bo z częścią się zgadzam, a z częścią nie. A nie chcę na szybko tego robić, bo za chwilę wychodzę z domu ;- )
      A co do komentarzy, to ze względu na spam, którego jest cała masa, mam akcept przed pojawieniem się na stronie i dlatego pojawiają się dopiero, jak nacisnę magiczny przycisk. Próbowałem to zmienić, ale nie udało mi się… Mimo wszystko wpada tutaj wszystko co napiszecie :- )

  2. Adam pisze:

    Cześć, cześć!

    Nie jest tak, że droższy = lepszy. Tak samo jest z mechanikiem, jeśli obaj są tak samo dobrzy, to wybieram tańszego, bo raczej żaden z nich nie zrobi mi nic za darmo : )

    Na pewno każdy trener będzie to robił – ale jeden ma ku temu odpowiednią wiedzę, a inny nie. Wolę, żeby ze mną eksperymentował Marcin Chabowski, czy Radek Dudycz, niż ktoś, kto nie ma kompletnie przygotowania, lecz przeczytał “Biegiem przez życie” Skarżyńskiego i przebiegł cztery maratony.

    Porównam trening biegowy do przewozu osób – możesz zdecydować się na taxi, ubera, bądź komunikację miejską (nie biorąc po uwagi podwózki przez znajomego). Za każdą z tych propozycji musisz zapłacić, każdą z nich dotrzesz z punktu A do punktu B, ale jednak decydujesz się na tą, która przewiezie Cię najszybciej i najtaniej 🙂 Więc jeśli uber, jest tańszy od taxi, to decydujesz się na pierwszą opcję. Jeśli nie musisz się spieszyć, to oczywiście komunikacja też jest świetnym rozwiązaniem – ale już sobie ustaliliśmy, że biegacze chcą wyników tu i teraz.

    Może trenowanie bez pieniędzy potrafi się zwrócić, ale nie mogę sobie jakoś przypomnieć (doświadczonego) trenera, który charytatywnie podejmie się współpracy, licząc na ewentualne korzyści w postaci przyjaźni, czy też zniżki na jakąś usługę. Chyba, że barter jest naprawdę wartościowy!

    Ale Twoje podejście mi się podoba :- ) Ja jednak nie mam na tyle wiedzy, żeby zdecydować się na trening drugiej osoby. I myślę, że wielu biegaczy powinno raczej podejmować się roli partnera treningowego, niż trenera :- )

    Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.