Tydzień, w którym odpoczywałem i… padł Garmin

Nie było mnie tutaj cały tydzień. Żadnego posta na facebooku, żadnego zdjęcia na instagramie i żadnego śladu życia na blogu. Nie, nie obraziłem się na bieganie i na Garmina. Po prostu nie działo się nic ciekawego, tylko luźne bieganie w pierwszym zakresie, aktywna regeneracja po weekendowej pięćdziesiątce…

Zdecydowanie wiadomością tygodnia był atak hakerski na Garmina. Nie miałem wątpliwości, że potrwa to maksymalnie kilka dni i wszystko wróci do normy, ale w sieci zawrzało. Całkiem to było zabawne, dawno nie widziałem takiego bólu dupy… : ) Śmieszki, że nie trzeba biegać, czy nie wiadomo jak spać były przednie. Kupa śmiechu.

*

Moje dreptanie zacząłem w czwartek. Tęskniłem. I to nawet mimo iż nie ma żadnego biegu na horyzoncie. Jedynym planem na poprzedni tydzień był lekki powrót do aktywności, bez żadnego ciśnienia i gazowania.

Wyglądało to tak:

  • 12 kilometrów (5’01”) i 129 bpm – biegło się tak lekko, tak przyjemnie, czułem się jakbym od miesiąca nie biegał;
  • 12 kilometrów (4’38”) i 138 bpm – zrobiłem dwa “szybsze” kilometry (4’12” i 4’14”) i dziesięć między 4’30” a 4’50”;
  • 12,5 kilometra (5’12”) i 124 bpm – myślami byłem już u dziadka na urodzinach;
  • 14 kilometrów (5’33”) i 137 bpm – wiecie, po urodzinach…

W sumie ponad 50 kilometrów, czyli jak na tydzień regeneracyjny całkiem sympatycznie. Zero ciśnienia, zero stresu, fajny tydzień, chillerka – jak na zdjęciu : )

Zdrówka!

Foto główne: Lidia Kołodziejczyk.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.