Gdańsk, dzień 47., spring is coming!

Tytuł jest nawiązaniem do kenijskiej przygody Antoniego i obecnego raportu z Fuerteventury Tomka, którzy dzień po dniu relacjonowali swoje przygody. Dzisiejszy dzień w Gdańsku zasługuję na notkę, bo tak właśnie powinien wyglądać idealny zimowy dzień. Ponad dziesięć stopni, cała masa słońca i dużo szczęścia.

Zaczęło się niewinnie, zamiast podjechać pod las i ruszyć w drogę, postanowiliśmy do niego pobiec. W jedną stronę minimum siedem kilometrów (w zależności od trasy), siedem z powrotem, więc wiedziałem, że jeśli nawet zrezygnujemy z wbiegnięcia do lasu, to będziemy mieli na liczniku czternaście. Wyszło dziesięć więcej. Ale szczególnej ochoty na powrót nie mieliśmy. Jedynym błędem jaki popełniliśmy był brak wody, brak pieniędzy i brak zainstalowanego w telefonie blika. Ale dwie godziny bez wody udało się przeżyć. W lesie towarzyszyły nam jedynie ptaki, które tak, jak i my poczuły wiosnę. Między drzewami przebijało się słońce. Nawet dobieg i powrót asfaltowo-brukowaną drogą nie przeszkadzał, a dodawał energii, bo pozwalał na utrzymywanie szybszego tempa.

Cieszę się, że nie zapisałem się na TUT-a, czy Bieg Urodzinowy w Gdyni, bo nie miałbym okazji przeżyć tej przygody i naładować się na kolejny tydzień. Biurowa praca od 9:00 do 17:00 sprawia, że całą zimę słońce oglądam jedynie przez okno, więc takich dni bardzo mi brakuję. Szczególnie spędzonych z żoną. A dzisiaj rozpoczęliśmy dzień od dwóch godzin biegania, potem poszliśmy z psem na spacer do Parku Reagana, gdzie kilka godzin wcześniej tymi samymi ścieżkami przebiegali parkrunowicze, a gdy już zaszło słońce to spędziliśmy godzinę na siłowni, chociaż tam już nie było świergotu ptaków, tylko towarzyszyły nam dźwięki przerzucanego żelastwa.

Na koniec zrobiłem ciasto, obiecałem już wczoraj, włączyłem mecz na tablecie i zastanawiam się czemu to zrobiłem…?

1 Comment

  1. Opisałeś przyczyny, dla których nie lubię często startować – zwyczajnie szkoda czasu! Zawody to lekką ręką pół dnia z głowy, a wcześniejsze dni trzeba się jeszcze do nich ogarnąć.

    A tak – biegasz, jak chcesz:) Nie dziwi mnie też entuzjazm z Twojego wybiegania – okolice Otomina zawsze dają zastrzyk pozytywnej energii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.