Moja relacja z parkrunem


Możliwe, że ten tekst piszę tylko dla jednej osoby, mianowicie dla Tomasza Kaszkura, który jakiś czas temu powiedział mi, że to smutne, że mieszkam niecałe dwa kilometry od startu i nie przychodzę na te sobotnie biegowo-społeczne wydarzenie. Więc drogi Tomku, dla Ciebie moja analiza parkrunowych przygód wraz z komentarzem.

Pamiętam jak prawie trzy lata temu parkrun Gdańsk-Południe debiutował. Wtedy się nie mogłem doczekać, byłem typowym asfaltowcem, dla którego liczył się rekord życiowy. Koniec i kropka. W debiucie pobiegłem 18:16, chociaż w wynikach widać 17:43. W pierwszych czterech edycjach pobiegłem, bo po prostu chciałem wygrać. Nigdy nie wygrałem żadnego biegu. Udało się w czwartym parkrunie, chociaż czas nie powalał (19:09), ale Lechia Gdańsk Pucharu Polski też nie zdobyła po wybitnym meczu, a o tym nikt za kilka miesięcy nie będzie pamiętał.

Potem przez chwilę chciałem poprawić wynik 17:43, żeby wśród parkrunowych wyników widniał mój rekord, a nie błędny wynik z pierwszego biegu. Nie udało mi się. Nawet nie byłem nigdy blisko, bo tylko raz jeszcze udało mi się zejść poniżej 18 minut (17:46 w trzecim biegu). Kilka razy wpadałem na te sobotnie imprezy, czasami, żeby sobie po prostu pobiec bardzo mocną piątkę, czasami po to, żeby poprawić szybką dyszkę, którą robiłem wcześniej (czyli wciąż biegłem bardzo mocno).

Zawsze jednak jak przychodziłem to biegłem, albo żeby wygrać, albo żeby pobiec tak szybko jak potrafię. Teraz szybkie treningi robię w tygodniu, a w weekend najczęściej odpoczywam, czyli biegam albo lekkie dyszki, albo robię długie wybiegania i nie mam ciśnienia, żeby poprawić swój parkrunowy rekord (chociaż miewam takie dni, że myślę, że spokojnie z nim bym się rozprawił), a tym bardziej żeby wygrać. To oznacza, że na parkrun nie jest mi po drodze, bo kompletnie nie widzę sensu swojej obecności. Nie potrafię biegać luźno w zawodach, a parkrun traktuję jako zawody, gdzie w piątek muszę mentalnie przygotować się do mocnego biegu, a w sobotę zjeść przedstartowe śniadanie.

Ale przyjdę i nie po to, żeby sobie przebiec ten parkrun tak sobie, na zaliczenie, ale żeby się sponiewierać. Widzę to tak, że wstaję pewnego sobotniego poranka i idę na 20-30 kilometrów, a kończę to wszystko parkrunową piątką w trupa. Piszesz się na to?

2 Comments

  1. CZARNY pisze:

    Jak będziesz szedł na taki typ parkuna,i będziesz chciał po 25 km
    dołożyć jeszcze mocna 5km,
    To z chęcią się z Tobą wybiorę
    Pozdr

  2. t3d pisze:

    Ale te wyniki nie są wyryte w kamieniu. Czasem zdarzało mi się prosić mailowo o korekty i nie było z tym problemu, więc jeśli masz jakieś wyrzuty sumienia, to można się skontaktować z gdanskpoludniebiuro@parkrun.com
    Pozdrawiam i gratuluję wyników (wszystkie z tabelki są lepsze niż mój PB 😉 ).
    A1237728

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.